Motywacja to podstawa

Podstawą wielu (a może wszystkich) naszych działań jest motywacja. Bez niej trudnym, wręcz niemożliwym staje się zarówno zdobywanie szczytów (cokolwiek pod tym słowem rozumiemy) jak i pokonywanie słabości i podnoszenie się z różnych życiowych klęsk.

Najprostsze motywacje, takie jak dbanie o ZDROWIE, nie działają na tyle skutecznie jakbyśmy sobie tego życzyli. Wszyscy doskonale wiemy, co jest zdrowe, a co niezdrowe (wyłączając może masło czy margarynę, tu naukowcy zmieniają zdanie). Gdybyśmy kierowali się tylko kategoriami zdrowia wówczas splajtowaliby producenci alkoholu i papierosów, jak również „śmieciowego” jedzenia.

Mnie samej zdarza się od czasu do czasu wrzucić jakieś śmieci do żołądka z prostego powodu – niezdrowe jest przyjemne w smaku. Kurczak w chrupiącej ostrej panierce w KFC czy Mac Donaldzie mniam, mniam. Pizza z podwójnym serem w Pizza hut też palce lizać. Wszystko, co dobre, jest więc w przygniatającej części niezdrowe. Poza wyjątkami – kiedy to smak idzie w parze z korzyściami zdrowotnymi, choćby w przypadku… ryb. Aczkolwiek gusty kulinarne to już jest sprawa indywidualna…

Im silniejsza motywacja, tym nasze działanie bardziej skuteczne.

Nie wszystkich jednak motywuje to samo w ten sam sposób. Na niektórych krytyka może działać mobilizująco, na innych destrukcyjnie. Dziecko przezywane w szkole od grubasów wraca do domu z poczuciem odrzucenia, alienacji, i co robi? Zajada. Kobieta puszysta po rzuceniu jej przez mężczyznę, który do niedawna twierdził, że duże jest piękne, a potem poleciał do filigranowej laski przeżywa załamanie, szok, co różnie może się objawiać. Może krzyknąć „Ja ci jeszcze pokażę!” i wziąć się za siebie, a po jakimś czasie zaprezentować się byłemu jako lepszy model samej siebie, jak i z lepszym niż on modelem mężczyzny przy boku. A może być i tak (nie polecam), że zacznie zajadać smutki i utwierdzać samą siebie w przekonaniu, że pan eks miał rację rzucając ją.

Kiedy ktoś, kto robił za motywatora, odchodzi to albo trzeba znaleźć następnego, albo wykorzystać czas samotności na pracę nad sobą. Można pójść do psychologa jak nam ciężko, można zacząć ćwiczyć jogę, można zrobić kurs makijażu, albo haftowania. Nie można jedynie rozpamiętywać przeszłości.

Jak to jest, że dla kogoś możemy „poświęcać się”, a dla własnego zdrowia, dla własnego wyglądu, dla siebie, nie jesteśmy w stanie tego zrobić? A przynajmniej mniejszą przejawiamy w tym działaniu determinację.

A może chodzi o to, że będąc szczęśliwym (np. w związku) chce nam się chcieć o siebie dbać. A kiedy czujemy się samotni, wtedy kompletnie nie przywiązujemy wagi do wyglądu czy kondycji. Po co mam się stroić, skoro nikt tego nie zauważy? Po co kupować nową bieliznę, której nikt ze mnie nie zedrze w miłosnym amoku? 😉

Dla SIEBIE? Oczywiście. Dla siebie mamy kupować, dla siebie ładnie wyglądać, dla siebie (a może do siebie) uśmiechać się i dla siebie ćwiczyć codziennie rano „brzuszki”.

Czemu „dla siebie” tak trudno?

Bo tak nas najczęściej wychowano, żeby poświęcać się dla innych, a swoje potrzeby stawiać na dalszym planie. Na szczęście obserwujemy też inne budujące przykłady kobiet asertywnych, lubiących i szanujących siebie, takich, które kierują się zdrowym egoizmem, dzięki czemu udaje im się realizować zamierzone cele, a jednocześnie dzielić się z innymi efektami swoich działań. Widuję takie panie w tv, czytam o nich, wiem, że są, ale w moim otoczeniu bliższym i dalszym jest ich jak na lekarstwo.

Motywacja to podstawa. I nie można jej uzależniać od innych, od świata zewnętrznego. Trzeba znaleźć ją w sobie. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wiele czasu na to potrzeba, nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Bywa, że nasza samoocena pod wpływem różnych życiowych sytuacji raz podnosi się, a innym razem opada z hukiem i trzeba ją znów mozolnie budować.

Dobrze mieć jednak jasno wytyczony kierunek i jak mantrę powtarzać sobie, do skutku, wciąż i wciąż…

Nikt Cię nie pokocha, dopóki sama siebie nie pokochasz.

Nikt Cię nie będzie szanował, dopóki sama nie będziesz szanować siebie.

Szanowanie siebie oznacza między innymi bycie dobrą dla swojego ciała. Nasze ciało ma nam służyć w zdrowiu wiele lat, ono nie jest naszym wrogiem, ale sprzymierzeńcem, dlatego nie można go męczyć, dręczyć, katować alkoholem, papierosami albo tonami jedzenia czy głodówkami.

Kto ma być dla Ciebie dobry jeśli Ty sama dla siebie nie będziesz dobra ?

Bywa, że wiele lat „pracujemy” na skutki zdrowotne stwierdzone raptem przez lekarza. Jesteśmy w szoku, dlaczego? Skąd te wrzody żołądka? Skąd to wysokie ciśnienie? Skąd cukrzyca?

I wtedy pojawia się najpowszechniejsza znana mi motywacja do zerwania z nałogami, w tym do niepalenia czyli strach. Strach przed chorobą, śmiercią, cierpieniem. Kolega rzucił palenie, kiedy wylądował w szpitalu z problemami sercowymi (nie byłam, na szczęście, ich przyczyną) i lekarz kategorycznie zażądał odstawienia papierosów. Podobnie bywa z piciem alkoholu, którego skutki działania na organizm bywają dość rozległe i odłożone w czasie. Jak wyglądają „dna” alkoholików to można sobie poczytać, o ile ktoś na własnej skórze nie sprawdził.

Motywacja to podstawa. Nieważne jaka, ważne aby była skuteczna i miała długą datę ważności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s