Dno…

Z nałogami wszelkiej maści jest tak, że trzeba osiągnąć swoje dno, po to, aby móc się od niego odbić. Dla każdego śmiertelnika to DNO może zupełnie inaczej wyglądać. W przypadku nałogu papierosowego jeden będzie grzebał w koszach na śmieci, jeśli to kosz własny to i dno mniej dołujące i wstydliwe, gorzej, kiedy trzeba grzebać w koszach na przystankach. Fuj… takie obrazki nie raz oglądałam. I nie zawsze osoby szukające petów w koszach można było zaliczyć do kategorii żuli.

Moje dno jest chyba z kategorii tych … soft. Zdarzało mi się pisać do siebie samej kartki (sic) z zaklęciami typu „od jutra NIE PALĘ”. Robiłam to wieczorem, kiedy czułam się „przepalona” i wkurzona faktem, że moje ograniczanie się kolejny raz wzięło w łeb. No właśnie, to samoograniczanie się w liczbie wypalanych papierosów to jest droga przez mękę, jaką każdy palacz, chcący rzucić nałóg, przechodzi. Próby palenia okazjonalnego wywołują dziś u mnie pusty śmiech. Podobnie reaguję gdy ktoś mówi, że jedynie „popala”. Gratuluję, bo ja się do tego nie nadawałam. Być może są ludzie uodpornieni na wszelkie nałogi, w tym nikotynowy, albo szczególnie nikotynowy, ja „popalać” nie mogłam, bo jeden papieros wyzwalał chęć wypalenia następnego, a następny następnego i tak wkoło Macieju.

Wracając do mojego dna z kategorii „soft” to może dla obserwatora z boku wyglądać to śmiesznie, takie pisanie do siebie kartek, ale mnie wesoło nie było. Pisząc taką kartkę i zdając sobie jednocześnie sprawę z durnowatości tej czynności, byłam śmiertelnie poważna.  Kartka była przeznaczona na ranek, kiedy to człowiek się budzi z tzw. trampkiem w ustach, umyje zęby, zje śniadanie, wypije kawę, etc. i to wezwanie do niepalenia umieszczone na kartce działa, działa, do czasu kiedy nie sięgniesz po tego pierwszego porannego papieroska. Ten pierwszy jest początkiem takiego samego końca jak poprzedniego dnia. I co? I znów będę pisać do siebie karteczki na rano? Obłęd. Miałam tego dosyć.

Pewnie powinnam się cieszyć, że tylko takie dno mnie spotkało. Nigdy nie grzebałam w koszach na śmieci, byłam zapobiegliwą palaczką, zapas musiał być i to spory. Allan Carr w swojej książce opisuje przykład kobiety „rzucającej palenie”, która świadomie wyrzuciła papierosy do kosza i polała je ketchupem, bo chciała mieć pewność, że nie będą się nadawać do palenia. Koniec był taki, że zeskrobywała ketchup. Okropność.

Reasumując: nieważne, jakie nasze dno jest, ważne aby dało się od niego odbić, czego wszystkim rzucającym wszelkie nałogi życzę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s