Lepiej szybko płonąć…

…czy wolno tlić się?

Odpowiedź na to pytanie wciąż kołacze mi się w głowie. Mam wrażenie, że należę do kategorii tych tlących się, że nie stać mnie na szaleństwo, że żyję jakby z zaciągniętym hamulcem ręcznym. A może nie jest tak źle? Przypominam sobie niektóre „przygody” z przeszłości i sama sobie się dziwię, że było mnie na nie stać 😉

A czy teraz, kiedy stuknęła 50tka, byłoby mnie stać na jakieś szaleństwo…zatracenie się w miłości? Dopóki nie ma „obiektu” można sobie snuć czcze dywagacje. Dopóki nic się nie dzieje, łatwo jest oceniać i osądzać kobiety i mężczyzn, którzy „zgłupieli” dla niego, dla niej. Nie ma na to mądrych, nie ma sposobu, aby się ustrzec. Stajemy bezradni wobec tej siły, która nas obezwładnia. „To silniejsze ode mnie” – tłumaczymy.  I wszystko staje się jasne.

Chyba trudno byłoby zapłonąć komuś, w kogo naturze nie leży szaleństwo, spontaniczność, kto kieruje się racjonalizmem, kto po prostu ceni święty spokój. Z drugiej jednak strony znam wiele przykładów osób, które pod płaszczykiem racjonalizmu ukrywały, jak się później okazało, zdolność do szaleństwa.  Pewnie każdy ma to w sobie, wystarczy katalizator, aby wyszło szydło z worka. Mówimy o takich ludziach, że „odbiło im”. A już „odbiło na starość” jest określeniem trafiającym w sedno. Nie oceniam tych, którzy w wieku babcino-dziadkowym rzucają się w wir przygód, albo wchodzą w związek, który dla obserwatora z boku wydaje się skazany na porażkę. Panowie po 50-tce rozglądają się za 20-30 latkami, a 40-latka jest dla nich za stara (sic). I trzeba przyznać, że odnoszą na tym polu sukcesy, przynajmniej w początkowej fazie związku. Co będzie potem, kiedy pan stanie się już naprawdę stary i zniedołężniały, a jego kobieta nadal w kwiecie wieku nie będzie miała ochoty wziąć na siebie roli pielęgniarki? Różnie z tym bywa, każdy przypadek jest inny, nie chcę generalizować. Klasyczny, choć niejednoznaczny przykład stanowi małżeństwo pana Andrzeja Łapickiego. Nie uważam, aby znanemu aktorowi „odbiło” skoro poślubił kobietę 60 lat młodszą, nie sądzę też aby motywacja jego młodej małżonki była wyłącznie „materialna”. Czy jednak wierzę w ich miłość? Sama nie wiem, bo im dłużej żyję, tym definicje miłości mi się zmieniają, jakby rozszerzają. Każdy wie, co to namiętność, chemia, ale niewielu wie, czym miłość jest, a czym nie jest? Odbieramy to bardziej intuicyjnie, ale pewności nigdy nie ma, nawet jeśli komuś miłość wyznajemy. Był w moim życiu mężczyzna, a raczej chłopak, bo to było dawno, który wciąż oczekiwał zapewnień o uczuciu. Powiedz, że mnie kochasz – prosił. Teraz jak o tym myślę, to uważam takie zachowanie za infantylne. A wtedy? Męczyło mnie to trochę, tłumaczyłam mu, że liczy się postępowanie a nie słowa.

Wracając do szaleństw, to zainspirowana po raz kolejny wywiadem z Wysokich Obcasów (Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką), stwierdzam, że może lepiej przeżyć jakąś szaloną, wręcz głupią miłość, niż nie przeżyć jej w ogóle. Podejrzewam, że w każdym z nas tkwi potencjał, który pozwoliłby mu „oszaleć z miłości”. I nawet jeśli z boku będzie to wyglądać żałośnie, to liczyć się będzie w ostatecznym rozrachunku te kilka chwil, bo w życiu piękne są tylko chwile. Jak powiedział nieodżałowanej pamięci aktor Maciej Kozłowski „żyje się dla paru spotkań i kilku wzruszeń”. Tak, to święta prawda.

Literatura czy film dostarcza nam wielu przykładów, z których wynika przesłanie: nie szalej kobieto, nie poddawaj się złudzeniom, doceń to, co masz. I choć każda z nas zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, to coś pcha ją w kierunku tego …szaleństwa. Czy jest to tylko pożądanie? To coś więcej, to chęć odczuwania całą sobą, że się żyje. Najczęściej dostaje się potem kopa, to zrozumiałe. Tym się zazwyczaj kończy całkowite otwarcie…

Która z nas nie tęskni do wszechogarniającego uczucia, w którym można się zatracić? Nie każda odważy się je przeżyć, nie każdej uda się przetrwać. Ile kobiet popada w depresję, a nawet popełnia samobójstwo, tylko (aż) dlatego, że szalona miłość się skończyła. Im wyżej fruwasz, tym boleśniejszy będzie upadek, można go nawet nie przeżyć.

Dojrzałe kobiety wiedzą już, że aby się rozwijać, czasem trzeba dać się ponieść, wywrócić życie do góry nogami, trzeba dać się przeczołgać, upaść. Z takich doświadczeń wychodzimy (o ile uda się wyjść) mądrzejsze i silniejsze. Kiedy wspominam ważne momenty mojego życia, w których nastąpiło jakieś przewartościowanie, to konstatuje, że poprzedzały je trudne, bolesne doświadczenia.

Czy warto więc bronić się przed szaleństwem, nie pozwalać sobie na całkowite otwarcie i jednocześnie tęsknić za tym całe życie?

Kiedy przychodzi moment, i trzeba dokonać wyboru, bo zatracenie się w miłości jest wyborem i jeśli go dokonamy i sprawdzimy, jak to jest to już będziemy wiedzieć, staniemy się jakby pełniejsze dzięki temu doświadczeniu. Uczymy się przez doświadczenia, które dotykają naszej duszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s