Podróż z niespodzianką, czyli nie ma tego złego…

Życie jest pełne niespodzianek, nie zawsze miłych… Bywa też tak, że coś wydaje się niemiłe, a w ostatecznym rozrachunku wynosimy z tego doświadczenia coś ważnego, coś szczególnego, coś dobrego. Do takich sytuacji pasuje jak ulał powiedzonko – nie ma tego złego, coby na dobre nie wyszło. A było to tak…

Siedzę wczoraj w pociągu. Wracam z weekendu. Słuchawki w uszach, Adele śpiewa, że w jej sercu zaczyna płonąć ogień. Czytam „Opowieść wdowy”. Za oknem leje deszcz, w przedziale przytulnie i wygodnie. Życie wydaje się być naprawdę fajne.

Zostało jeszcze pół godzinki i będę na miejscu. Dzwonię do Beaty, koleżanki, z którą miałam spotkać się wieczorkiem na pogaduchy przy lampce wina. Wpadnie ok. 18.00. Świetnie.

Wjeżdżamy na stację B. Stoimy. Coś za długo stoimy – myślę. W pewnym momencie widzę poruszenie wśród pasażerów. Ściągam słuchawki, pytam co się dzieje. Głos z megafonu powtarza, że postoimy tak co najmniej godzinę. Na peron obok wjeżdża pośpieszny. On też postoi. Co się stało? Kilka kilometrów przed nami był wypadek, nie wiemy, co się dokładnie stało, wiemy, że tory kolejowe są zablokowane. Nikt nie potrafi powiedzieć, ile ta blokada może potrwać. Deszcz leje nadal. Przestaje być miło i przytulnie. Co robić? Pasażerowie rozglądają się bezradnie w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie. Ja siedzę. Spokojnie. Na razie. Jedna pani decyduje się wyjść na dworzec i sprawdzić ewentualne połączenia autobusowe. Wraca z wiadomością, że przystanek jest, ale nie ma nawet rozkładu. Przesiadamy się z osobowego na pośpieszny uznając, że jak już tory zostaną odblokowane, to pośpieszny ruszy jako pierwszy.

Siadam obok trzech pań, które jadą do teatru i nie wyobrażają sobie spóźnienia. Może one coś wymyślą, a ja się przyłącze. Na razie jednak siedzimy. Po upływie pół godziny pociąg osobowy wraca do stacji początkowej. A to znaczy, że sprawa jest poważna.

Zamykam książkę. Postanawiam zrobić rekonesans w okolicy dworca. Trzy panie idą ze mną. Na dworcu nie ma nic oprócz … poczekalni. Nie ma kas, informacji, nie ma toalety. Przed budynkiem jest tojtojka i postój taxi. Nie muszę dodawać, że oprócz zagubionych i bezradnych pasażerów, w okolicy dworca nic się nie dzieje, a taksówki ani widu ani słychu.

Naprzeciwko jest sklepik. Tam musi być jakiś „miejscowy człowiek”. Pytamy sprzedawczynię o połączenie, które przybliżyłoby nas do stacji docelowej. Ma być jakiś autobus, ale o której niewiadomo. Idziemy na przystanek, deszcz cały czas leje. W moich butach chlupie woda. Zimno mi. Mam strój adekwatny do pogody sobotniej, czyli upału.

Stoimy, czekamy. Dzwonimy. One próbują dodzwonić się do korporacji taksówkowych. Miejscowi taksówkarze chyba grillują, albo oglądają tv, bo nikt nie odbiera telefonu, choć udało nam się znaleźć aż trzy numery. W końcu jakaś korporacja z innego większego miasta przyjmuje kurs, ale oczekiwanie ma trwać godzinę. Nie wiem, czy przyłączyć się do trzech pań jadących do teatru, czy wrócić do pociągu, czy próbować dostać się do trasy i łapać stopa. Ogarnia mnie bezsilność, a deszcz nie przestaje lać. Dzwonię do Beaty. Przyjedź po mnie! – błagam. 40 km. Ile by to trwało? też około godziny. Koleżanka jest gotowa, ale ja zaczynam mieć wątpliwości. A może zaraz będzie autobus, a może niedługo ruszą pociągi, a może….

Dzwonię jeszcze raz do Beaty i proszę, aby na razie nie ruszała, że będę próbowała innych opcji. Wracam na stację. Na peronie, gdzie stał osobowy, stoi Express, pasażerowie wylegają na peron, jedzą, piją, palą. Gdyby nie deszcz, atmosfera byłaby piknikowa. Pytam konduktora, czy coś wiadomo. Niewiadomo. Niektórzy pasażerowie cierpliwie siedzą w obu pociągach, wsiadam do pośpiesznego, wyglądam jak zmokła kura, jestem wkurzona i zmęczona. Otwieram książkę. Może „Opowieść wdowy” mnie uspokoi. Nic z tego. Po kilku minutach słyszę głos z megafonu. Pociąg pośpieszy wraca do stacji X, skąd można będzie przesiąść się do innego pociągu i dotrzeć do stacji docelowej. Obliczam w myślach, ile by to trwało. Za długo. Nie ma sensu. Wychodzę z pociągu. Co robić? Wejść do Expressu? Widzę, że jest przeładowany, ludzie siedzą na korytarzach. Bez sensu.

Wracam na dworzec. Trzy panie śpieszące się do teatru stoją obok sklepiku. Oczekują na taksówkę. Zawsze mogę jako czwarta zabrać się z nimi. Bezczynność mnie dobija. Deszcz nie ustaje. Pasażerowie kręcą się wokół dworca, niektórzy ruszają w kierunku miasta licząc na to, że tam musi być przecież jakaś cywilizacja 😉

Zaczepiam rudego mężczyznę, pytam jaki ma pomysł. Okazuje się, że ma dwa Albo zamówi taksówkę i szuka osoby chętnej partycypować w kosztach albo dojdzie do trasy i poczeka na okazję. Zastanawiam się, czy nie przyłączyć się do niego i razem łapać stopa. Zawsze to bezpieczniej z facetem niż samej. Rudy pan jest jednak niezdecydowany, ani w te ani wewte. Rezygnuję więc z jego towarzystwa. Widzę kolejnego „nieszczęśliwego” pasażera płci męskiej, który energicznie rusza w kierunku miasta. Pytam o plany. Będzie próbował dostać się do trasy, gdzie z pewnością będzie więcej możliwości wydostania się z opresji. Pasuje mi ten tok rozumowania. Przyłączam się. Rafał (jak się okazało) ma kontakt telefoniczny z żoną, która sprawdza w Internecie możliwości autobusowe. Idziemy. Pytamy po drodze miejscowych jak dostać się do centrum tego miasteczka. Udaje nam się po pół godzinie dotrzeć do … rynku. A na nim postój taxi, tak samo pusty jak na dworcu. Dzwonię do koleżanki, która czeka w dołkach startowych, przedstawiam sytuację. Słyszę dźwięk w komórce – bateria na wyczerpaniu. A niech to !!! Mówię do Rafała, że teraz to już jest na moje towarzystwo skazany, bo bez komórki to jestem ubezwłasnowolniona

Dzwoni żona Rafała. Jest jakiś autobus za godzinę, ale z dworca PKP. Mamy się wracać? O nie! Rafał woli wrócić. Ja wolałabym iść do trasy i łapać stopa. Ale sama? Nie mam wyjścia, trzymam się Rafała. Wracamy do punktu wyjścia. Na szczęście deszcz ustaje. Na dworcu nie ma już trzech pań śpieszących się do teatru. Za to Express nadal stoi. Pytam sklepową, czy trzy panie odjechały taxi. Odjechały. Pan rudy nadal siedzi i czeka niewiadomo na co. Jakiś kolega taksówkarz miał po niego przyjechać. Na przystanku autobusowym tłum pasażerów. Czy będzie autobus? A jak będzie, czy w ogóle do niego wejdziemy? Czekamy, ale nie na przystanku tylko przy dworcu. Podobno tam autobus jedynie zawraca, ale może uda nam się go zatrzymać. Mija kolejne pół godziny. Widać autobus. Jest pusty. Machamy rękami. Kierowca się nad nami lituje. Cena biletu 4 zł 50 groszy. Wsiadamy. To był dobry pomysł, aby stać pod dworcem, dzięki temu siedzimy. Pasażerowie stojący na przystanku wchodzą do autobusu kilkanaście minut. Jest ścisk straszny. My z Rafałem szczęśliwie siedzimy i oddychamy z ulgą.

Całą naszą „drogę przez mękę” rozmawialiśmy. Od początku widziałam, czułam, że to facet godny zaufania, i jak się później okazało miałam rację. Ciepły, dobry, inteligentny. Opowiadał mi o rodzinie, cudownej żonie, dwóch córeczkach, o pracy, o religii, która zajmuje w jego życiu bardzo ważne miejsce. Nieczęsto mam okazję spotkać „gorliwego katolika”, którego postawa wydaje się stanowić najlepsze świadectwo jego wiary. Rafał należy do tej kategorii. Są ludzie, którzy mają jakby światło w sobie. Widać to jak mówią, jak patrzą na świat, jak podejmują decyzje, jak zwracają się do innych. Pytałam go, jak sobie radzi w trudnych momentach. Modlę się – odpowiedział. Takie banalnie proste. Podziękowałam Rafałowi za towarzystwo. Wymieniliśmy numery telefonów. Może kiedyś jeszcze pogadamy? A może nie. Dzięki niemu całe to męczące niedzielne popołudnie będę … miło wspominać.

                                          *

Wracałam wczoraj z weekendu sześć godzin. Zazwyczaj tę samą trasę pokonuję w godzinę. O tym, że nasza kochana kolej znów nie stanęła na wysokości zadania nie chce mi się pisać. Zresztą nie o tym jest ta notka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s