Moje blogowanie

Bloguję od kilku lat. Podchodzę do tego „procederu” egoistycznie. Piszę głównie dla siebie 😉

Po prostu potrzebuję tej formy ekspresji, poza tym pisanie stanowi moją pasję. Co wcale nie znaczy, że jestem w pisaniu, blogowaniu systematyczna. Zdarzają mi się okresy, kiedy odkładam pisanie i zajmuję się czymś innym, trwa to miesiąc, dwa, pół roku. Ale zawsze wracam, mam okresy wyjątkowej płodności, tak jakoś bez konkretnej przyczyny. Drugorzędną kwestią jest dla mnie forma, ot piszę tak, jak potrafię i zapewne nie raz ocieram się o grafomaństwo, ale to nie ma większego znaczenia. W pisaniu jestem raczej rzemieślnikiem niż artystą, na co wpływ mam niewielki, bo to kwestia talentu danego nam z góry….

Lubię blogosferę, lubię ludzi, których tu spotykam. Wydaje mi się, że po sposobie pisania (o treści nie wspominając) jestem w stanie wyrobić sobie zdanie o drugim człowieku.

Zanim zainteresowałam się blogami, czytałam fora internetowe, bardzo różne, od Sasa do Lasa. Nigdy nie wpadło mi do głowy, aby takie forum założyć, ale dzięki swojemu częstemu bywaniu na jednym z nich zrodziła się znajomość trwająca już 6 lat. Z Lidką, dziewczyną z innego, dość odległego miasta, która mogłaby być moją córką (gdybym bardzo wcześnie zaczęła;-). Znamy się już z Lidką jak… łyse konie. To, czego nie mówimy bliskim koleżankom, czy rodzinie, mówimy, a w zasadzie piszemy sobie. Spotkałyśmy się kilka razy, ona u mnie, ja u niej, gdzieś pośrodku, ale też wspólne wczasy. Myślę, że obie siebie potrzebujemy, obie lubimy pisać do siebie, przelewamy więc na klawiaturę wszystko co nam do głowy wpadnie. Gdyby tak obrobić i opublikować nasze maile byłoby ciekawie. Na razie nie korci nas upublicznianie zwierzeń 😉

Nie zawsze znajomość wirtualna przechodzi w realną. Na swoim ostatnim blogu miałam sympatyczną koleżankę, rówieśniczkę. Obie zakończyłyśmy działalność blogową w podobnym czasie. Korespondowałyśmy potem z pół roku, ale zaczęło się to rwać. Brak czasu no i chyba coraz bardziej widoczny brak wspólnych tematów, o odległości nie wspomnę. Gdybyśmy mieszkały bliżej, pewnie doszłoby do spotkania, bo osobiście jestem zwolenniczką urealniania znajomości netowych. Pod jednym warunkiem, że dwie strony tego chcą.

Dlaczego nie tkwię przy jednym blogu, który w tej chwili miałby już 5 lat? Powody nie są jednoznaczne. Albo wypalam się przy jakiejś tematyce, albo sama nie wiem czemu tracę dla pisania zainteresowanie (choć nadal jest to moją pasją) i robi się strasznie długa przerwa. Dlatego przyjęłam koncepcję zawieszania starego bloga i zaczynania nowego, a nie wracania do starego.

Ani razu nie zdarzyło mi się nic przykrego z powodu bloga. A zdarzało mi się trafiać na blogi, gdzie wciąż trwają jakieś wojenki i bitwy, a ja zastanawiam się, po co komuś taka rozrywka. Być może poczytność jakiegoś bloga powoduje, że pojawiają się zazdrośnicy i złośliwcy, którzy niszczą w blogerze chęć do opisywania swojego życia. Moje blogi zawsze były „niszowe” i niech tak zostanie.

Śledziłam swego czasu losy blogerki, która przesadziła ze szczerością, wręcz ekshibicjonizmem. Zamieszczała nawet swoje zdjęcia, co skończyło się w sposób łatwy do przewidzenia. Została przeczołgana przez świat wirtualny. Odechciało się dziewczynie pisania. Dokonała autocenzury niektórych swoich starych notek i pewnego pięknego dnia popełniła ostatni wpis.

Moje doświadczenia związane z Internetem można uznać za dobre. Nikt mnie nie okradł, nie wykorzystał, a nawet nie zgwałcił 😉

Kiedy prowadziłam starego bloga, napisał do mnie chłopak. Krzysztof. Wiek jak sądzę ok. 30-35 lat. Miał prośbę, abym wytłumaczyła mu zachowanie jego „dziewczyny nie dziewczyny”. Uznał, że jako dojrzała kobieta, która z niejednego pieca chleb jadła, wiem dużo, a babską naturę znam na wylot. No tak, znam, ale raczej własną i to też nie do końca, bo potrafię siebie zaskoczyć.

I robiłam za „ciotkę dobra rada” chyba z rok. A natura tego „związku nie związku” była taka, że momentami ręce mi opadały. Kobieta traktowała mojego internetowego korespondenta raz jako znajomego, raz jako kolegę, raz jako kochanka, a czasem nawet jako partnera. Nie wiem, czy to odbywało się na zasadzie huśtawki hormonalnej, a może braku innych możliwości, w każdym razie kręciła biednym chłopakiem w najróżniejsze strony. A on ją kochał. Naprawdę za nią szalał.

Czułam, że nie dam rady wytłumaczyć mu, aby dokonał radykalnego odcięcia się od toksycznej koleżanki nie koleżanki. Nie był w stanie tego zrobić. Cierpiał straszne katusze. A mnie zwyczajnie było go żal.

Namawiałam, aby zainteresował się innymi dziewczynami. bezskutecznie. W końcu bohaterka naszych maili sama zmądrzała i odsunęła kawalera, wcześniej wykorzystując go do napisania pracy, chyba licencjackiej, pożyczyła też od niego pieniądze.

Korespondencja między nami umarła. Nie wiem, czy Krzysiek zakończył ten związek, a może znalazł inną, właściwsza dla siebie partnerkę. Kiedy wysyłał mi życzenia noworoczne nic nie wspomniał o owej pani.

Miałam też dość kuriozalne doświadczenie związane ze starym blogiem, otóż jakiś pan przysłał mi maila z numerem swojego  telefonu komórkowego. Treść maila brzmiała tak:

Dzień dobry. Mam na imię Jarek. Ponieważ bardzo wolno idzie mi pisanie, czy jest możliwość kontaktu telefonicznego z Tobą. Mój numer to xxxxxxxxx. Serdecznie pozdrawiam- zmasakrowany mąż.

No nie! Takiego numeru jeszcze w necie nie miałam. Odpisałam oczywiście. Wpuściłam podany nr telefonu w google i ukazał mi się wynik – właściciel warzywniaka w Gdańsku (sic).

Dlaczego blogowanie uważam za fajne. Pisanie jest moją pasją – jak już wspomniałam. Pisanie do szuflady nie wydaje mi się być sensowne. Blog ma tę wartość, że nasze słowa idą w świat, nigdy tak naprawdę nie wiemy, co potrafią zdziałać. A może komuś pomogą? Może do czegoś zachęcą, a może przed czymś uchronią. Pisząc posługujemy się swoistym kodem, każdy ma inny kod, tak jak mamy inne DNA, ale niektórych kody są bardzo zbliżone i szybko można osiągnąć porozumienie słowne. Nie trzeba wtedy tłumaczyć, co mieliśmy na myśli posługując się określonym sformułowaniem. Zbliżone kody pozwalają się ludziom zbliżyć, albo tylko wirtualnie, albo też realnie. Z tym drugim nie ma sensu się śpieszyć, no chyba że chodzi o zbliżenie z mężczyzną, który potrafi słowami nas oczarować, zaczarować i… No właśnie, jakie są tego zbliżenia efekty, świadczy przykład mój i Darka, bo choć poznaliśmy się od strony służbowej, to prywatne kontakty zaczęliśmy od maili i telefonów.

Blogowanie jest fajne, dopóki jest całkowicie anonimowe. Kiedy wdziera się do blogosfery realne życie, czar pryska. I wszystkie moje koleżanki wiedzą, że piszę bloga, ale jednocześnie wiedzą, że nie podaję adresu i bronię dostępu jak niepodległości. I nie dlatego, że blog zawiera intymności, których nikomu nie zdradzam. Cenię w blogowaniu właśnie to, że mogę być anonimowa.

Zdarzało mi się trafiać przypadkiem na blogi, dawno „nieczynne” i pochłaniać całą ich zawartość w jeden dzień. Życie pisze najciekawsze scenariusze. Po takiej lekturze autor bloga stawał mi się w jakiś nieokreślony sposób bliski. W wielu notkach odnajdywałam siebie, swoje własne emocje, smutki i nawet mądrości. Gdybym sama nie pisała i nie czuła się członkiem blogosfery wówczas nie trafiłabym na piękne, życiowe teksty. Blogosfera to skarbnica życiowej mądrości. Lepsza niż książka i film. Ostatnio natrafiłam na piękny i mądry blog pani po 70-tce, dawno nie czytałam tak głęboko mądrego tekstu o przemijaniu. Jeśli ktoś chce, gorąco zachęcam do zajrzenia na tę stronę. Coś wspaniałego. Adres:halla.blog.onet.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s