Niepewność pani Olgi

Przeczytałam w ostatnich „Wysokich obcasach” rozmowę z Olgą Lipińską, której chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Nie znałam jej od tzw. ludzkiej strony, nic nie wiedziałam o jej życiu prywatnym, z tym większym zaciekawieniem zaczęłam lekturę i przyznam, że jestem pod wrażeniem osobowości pani Olgi. Wyłoniła mi się z tego wywiadu osoba kompletnie inna od silnej i ponoć apodyktycznej pani reżyser. Znalazłam w tej rozmowie wiele bliskich mnie samej obserwacji, wniosków, dylematów.

Kto by się spodziewał, że Olga Lipińska nigdy nie była pewna siebie. Źródło tej niepewności tkwiło w domu rodzinnym, w matce, której niesposób było dogodzić. Skąd ja to znam.

Ciekawe są opinie pani Olgi o miłości, o trwałości związku. Wydaje mi się, że z jej obserwacji warto wyciągnąć wnioski dla siebie, zwłaszcza wtedy, kiedy chciałoby się jeszcze stworzyć związek.

Wklejam wybrane fragmenty, do których sama będę chętnie wracać:

Praca dawała mi pewność siebie. Jestem skrajnie niepewna, od zawsze. Pamiętam siebie jako 20-letnią dziewczynę. Musiałam przejść przez kawiarnię, bo wolny stolik był dopiero na końcu. Tortura. Czułam sztywność całego ciała. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą i że jestem jakimś dziwolągiem. Tak całe życie.
Z czego to się wzięło? Z wychowania. Moja mama patrzyła na mnie z dezaprobatą. ‚Nie popisuj się’ – powtarzała.
Zapamiętałam ją leżącą na sofie z książką. Wchodziłam, chciałam z nią pobyć. I często słyszałam: ‚Wyjdź’.

Nie byłam słodkim dzieckiem. Robiłam jej na złość, żeby zwrócić na siebie uwagę. Raz prawie wybiłam sobie oko.

Trzeba dzwonić i przesiadywać. Żeby potem nie żałować, że się z rodzicami nie zdążyło poważnie porozmawiać. Trzeba być przyzwoitym za wszelką cenę, bo ostatecznie tylko to się liczy. Mieć w sobie uwagę na innych ludzi. Rozumieć ich i współczuć. Matka tymi wiecznymi pretensjami robiła to samo, co ja w dzieciństwie. Była samotna i chciała poczuć, że jest ważna w naszym życiu. Moja siostra wyemigrowała. Bardziej kochana, akceptowana, piękniejsza, a teraz – daleko. Zostało to gorsze dziecko. Stawałam na głowie, żeby mnie w końcu zaakceptowała. I udało się? W szpitalu, pod sam koniec. ‚Zawsze byłaś dla mnie bardzo dobra’. ‚Pocałuj mnie’. Strasznie się speszyłam.

*
Mogą dookoła skakać świetni faceci, a ta niepewność zostaje. Ktoś przygląda mi się na przyjęciu. ‚Aha, pewnie ze mnie kpi’. W najlepszym razie: ‚E tam, jutro się za mną nawet nie obejrzy’. Masa tłumaczeń.

Przed każdym wyjściem na jakieś przyjęcie miotam się przed lustrem. Zdejmuję, zakładam, nie mogę się zdecydować, bo przecież we wszystkim wyglądam źle. Piotr się temu cierpliwie przygląda, czeka, w końcu mówi: „Oleńko, daj spokój, załóż cokolwiek, przecież nikt na ciebie nie będzie patrzył”. Chciał mnie uspokoić i pocieszyć. Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze. Ale działało! W wykonaniu Piotra wszystko działało. On był dla mnie ojcem, matką, Makarenką. ‚Ty jesteś bardzo zdolna’. ‚Wszystko ci wychodzi’. Aprobata absolutna. To, czego nie miałam w domu.
(…)

Pisał fantastyczne listy, mam je do dziś. Za ostatnie pieniądze kupił konwalie, które przyniósł zgniecione w kieszeni. Strasznie się starał. Nie byłam zakochana. Nie był z moich marzeń. Ale jakoś mnie wzruszał. Nie był zgrabnie wysportowany, nie umiał nawet tańczyć. Wychowany przez samotną mamę, interesowały go głównie książki. A mnie teatr, kino, narty, łyżwy… Na ławce w Ogrodzie Saskim powiedziałam mu w końcu: ‚Piotrusiu, ja za ciebie nigdy w życiu nie wyjdę’. On na to: ‚Zobacz, jakie te ptaszki mają śmieszne dzioby’.

 Piotr był moim najlepszym wyborem życiowym. I nie tylko dlatego, że wyciągał mnie spod szafy, z najgorszych dołów psychicznych (…) akceptował mnie całkowicie. Nigdy się z nim nie nudziłam. Poza tym mnie rozśmieszał.

Ludzie opierają przeważnie swoje związki na zauroczeniu erotycznym. To się zwykle źle kończy. Trzeba się także lubić i przyjaźnić.
Bogumił i Barbara z ‚Nocy i dni’ to mogłaby być fantastyczna para. Ale jej ciągle w duszy grał walca pan Toliboski. Z Bogumiła – wiernego, silnego i mądrego – była wiecznie niezadowolona. Koszmar. Ja takiego Toliboskiego postanowiłam nie mieć, nikt mi w duszy walca nie grał. (…) Kiedy czułam, że coś mnie do faceta ciągnie, że za bardzo lubię przebywać w jego towarzystwie, nigdy już się z nim nie spotykałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s