Więcej słońca!

Nareszcie słońce. Co prawda jeszcze niezbyt dużo, ale z każdym dniem ma być lepiej. Oby.

Wkraczam niedługo w okres urlopowy. Nie planuję jednego dłuższego wyjazdu, planuję kilka małych, niezbyt odległych od miejsca zamieszkania. Tak mi w tym roku pasuje. Gdyby Darek podchwycił pomysł ze wspólnym wyjazdem we wrześniu, inaczej bym urlop zaplanowała. Nie chcę już tego rozpamiętywać, było, minęło i już się nie powtórzy.

Chłodniejsze i deszczowe dni wywołują u mnie chandrę, a tę z kolei leczę niewyszukanym jedzonkiem. Niestety. Gdyby mój „guru” zobaczył, co zajadałam w ostatni weekend zapewne by się zdziwił. Jednak szoku by nie przeżył, bo sam w swojej książce cały rozdział poświęcił kwestii „marginesu dla jedzenia śmieciowego”. 😉

Nie lubię nakazów i zakazów, nie wyobrażam sobie menu, w którym coś musiałoby być całkowicie wyeliminowane. Pisałam już o tym, że „pożegnanie z golonką” nie znaczy, że nigdy jej w życiu nie tknę. To ja decyduję, co mogę odrzucić, a co jeszcze może mnie skusić. Ortodoksyjność jest wskazana przy rzucaniu palenia, czy nałogowego picia alkoholu, ale przy jedzeniu nie jest możliwa.

Takie rzadkie odstępstwa od zdrowego jedzenia, jak duża porcja lodów i kurczak z KFC, a właściwie …panierka z kurczakiem, tylko mnie utwierdzają w przekonaniu, że lepiej się czuję po zjedzeniu czegoś lżejszego, zdrowszego.

Na progu urlopowych wojaży pomyślałam o innym moim grzeszku, dającym o sobie znać latem. To piwo. Od czasów studenckich lubię, choć na początku mnie odrzucało od goryczki, ale dzięki sokowi malinowemu udało się ten mankament zniwelować.

Alkohol ma sporo wad (ostatecznie jest trucizną), a jedną z najważniejszych jest to, że odwadnia (im więcej pijesz, tym bardziej chce się pić) i wzmaga apetyt (przynajmniej u mnie, bo może nie na każdego tak działa), o tym, że zawiera puste kalorie już nie wspomnę. Pomimo tych ewidentnych wad, 90 procent społeczeństwa pije. Ja też do picia piwa wraz z latem wróciłam. I czasem myślę, czy ono na pewno jest mi do czegoś potrzebne? Oprócz pewnego nawyku i towarzyskiego rekwizytu nie ma żadnych plusów. Wszystko, co nam się wydaje plusem alkoholu, jest w rzeczywistości iluzją.

Naszły mnie te refleksje pod wpływem kolejnej książki A.Carra, tym razem o piciu alkoholu. To już ostatnia jego pozycja (uff).  I wygląda na to, że i piwo pójdzie u mnie w odstawkę. Pisałam, że „guru” potrafi mnie zahipnotyzować? Zrobił tak z papierosami, pewnie i z piwem się uda. Nie mam nic przeciwko 😉

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s