Wysokie obcasy…

Kupiłam wczoraj okulary. Zamówiłam je przed tygodniem, a pojechałam z głosem doradczym w postaci młodszej koleżanki z pracy. Mój ostatni zakup okularowy okazał się kompletnie nietrafiony. Dlatego za celowe, wręcz niezbędne uznałam skorzystanie z rady kogoś, kto sam nosi okulary, i to takie, które mi się podobają. Zresztą optyka też wybrałam idąc za radą owej koleżanki.

Pan optyk zaangażowany i sympatyczny. Wybór oprawek ogromny. Zwracałam uwagę nie tylko na kształt, ale również kolor. I wpadło mi w oko coś, co spełniało w zasadzie wszystkie warunki. I koleżanka, i pan optyk zgodzili się, że okulary są naprawdę fajne i wyglądam w nich korzystnie. Cena może mniej fajna była, ale do przełknięcia. Okazało się, że okulary są markowe, renomowanej firmy. Dla mnie ten fakt w ogóle nie miał znaczenia, po prostu mi się spodobały.

Po wyjściu od optyka poszłyśmy z „młodą” do sklepu z butami, tym razem to ja robiłam za głos doradczy, choć kompletnie się do tej roli, we własnym mniemaniu, nie nadawałam. Bo buty w tym sklepie były nie tylko markowe, ale – w moim odczuciu – dość ekstrawaganckie. (Pierwszy raz widziałam buty, które pachną,zapachowe, taka nieświatowa ze mnie kobieta).

Może znalazłoby się kilka par butów, które mogłabym założyć, ale to były rodzynki. O cenach tych markowych butów nie wspomnę, bo każdy wie, że za markę się płaci.

Zastanawiam się, czy to dlatego, że wychowałam się w czasach, kiedy liczył się sam zakup przyzwoitych butów, fakt, że udało się je zdobyć. Kompletnie nie miało znaczenia kto te buty wyprodukował. Aczkolwiek istniały przecież bazary, na których można było kupić wszystko i tam zapewne miała znaczenia owa marka.

Pytałam młodsze koleżanki, czy markowość danego ciucha, czy buta idzie w parze z jego jakością? Stwierdziły, że w większości tak jest. Jednak marka ma dla nich bardzo duże znaczenie. Stawiają ją często wyżej od innych walorów. Są więc snobkami? No trochę tak – nieśmiało przyznały. Dla mnie marka jest cechą drugorzędną, najpierw coś musi mi się spodobać z innych powodów niż nazwa producenta.

„Młoda” zaczęła przymierzać buty markowe i pytała mnie o radę, a ja bezradnym wzrokiem próbowałam ocenić, przynajmniej kolor. Potem wpadłyśmy do sklepu z ciuchami, też markowymi. Koleżanka kupiła torebkę. Ten zakup poparłam wpełni. I choć sama takiego modelu torebki bym nie nosiła, spodobała mi się bardzo. Był spory wybór jeansów (też markowych, jakieś papa jeans, czy cuś), ceny 500 i więcej. Okazyjnie można było jakieś „podarciuchy” dostać za 300. Trochę mi się w tym sklepie nudziło, więc grzebałam w tych jeansach „nie dla mnie” i nie mogłam się nadziwić, co w nich jest takiego pociągającego oprócz metek. Dla mnie nic, ale rozumiem, że każdy ma inny gust, a oprócz gustów jest jeszcze moda, której sama hołduje w bardzo ograniczonym zakresie.

Nic nie kupiłam w sklepach, do których zaciągnęła mnie koleżanka, ale zdobyłam trochę wiedzy, o tym, co młodzież nosi.

Wiadomo, że 30latka nosi się inaczej niż 50latka, ma inny styl ubierania się. Ja nie przepadam za trampkami, za wytartymi i dziurawymi jeansami, za pogniecionymi materiałami. Nie chcę być modna czy markowa i czuć się z tym sztucznie.

Sposób ubierania się powinien odzwierciedlać naszą osobowość, nasz nastrój, nasze podejście do życia? Chyba tak. Kiedyś przywiązywałam do tej kwestii mniejsze znaczenie, co samą mnie zastanawia i dziwi, że „na starość” mi się odmieniło. Jak byłam młodsza miałam przecież i więcej możliwości „strojenia się”, bo więcej bywałam (imprezowałam) i więcej wypadało. No cóż, nigdy nie jest za późno, aby dokonać zmian na lepsze.

Dziś inaczej patrzę na siebie, inaczej podchodzę do tematu ubierania się. Skąd mi się ta zmiana wzięła? Nie wiem, może to kwestia samoakceptacji, nad którą pracuję ciężko, a może „odzyskana figura” dała mi napęd do większej dbałości o detale ubraniowe. Pamiętam swoje „dyżurne” stroje jeszcze sprzed roku, najczęściej spodnie i luźna marynarka. Pamiętam jak przed wyjściem z domu patrzyłam na swoje odbicie w domowym lustrze z wyrazem niezadowolenia. Tak było najczęściej. Teraz rzadko mi się zdarza, abym po spojrzeniu w lustro nie była zadowolona. Zaczęłam przywiązywać większą wagę (zauważać) do detali, torebki, paski, szale, biżuteria, itp. Zaczęłam doceniać ich ogromną rolę.

Zdarzają mi się rano wątpliwości – czy założyć buty na wyższym obcasie, czy też dość eleganckie, ale na płaskim. Jedne i drugie pasują do całości. Z jednej strony myślę o całym dniu biegania, o planach na popołudnie, o wygodzie, etc. i skłaniam się ku butom na płaskim. Z drugiej strony pytam siebie, kiedy ja będę chodzić w tych super butach na obcasie? po co je kupiłam? aby na nie patrzeć? Nie mam wątpliwości, że na obcasie wyglądam o niebo lepiej i to jest argument nie do odparcia. Kiedyś pewnie wybrałabym wygodę, spokój, teraz wybieram .. wysokie obcasy i już 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s