Weź pigułkę!

Zawsze unikałam brania pigułek, nawet unikanie lekarzy wychodziło mi całkiem dobrze. Do czasu. Mam wrażenie, że do tej swojej 50-tki to żyłam jakby „na kredyt” w kontekście zdrowia. Pozwalałam sobie na dużo, dużo papierosów, dużo różnych tłustości i słodkości, całkiem sporo alkoholu, również tego wysokoprocentowego.

Malutka dygresja na temat tego ostatniego. Było to z 10 lat temu. Wracałyśmy z koleżanką z wielkiej imprezy, tańce, hulanki, swawole trwały całą noc. Wychodząc dostałyśmy koszyk z prezentami od organizatora, a w koszyku była śliwowica łącka. Ile ona ma procent? 60, 70, 90? Byłyśmy już nieźle wstawione, kiedy wsiadałyśmy do taxi. Pojechałyśmy do mieszkania przyjaciółki, była godzina 5.00 nad ranem. Poprosiłam taksówkarza, aby na mnie poczekał i poszłam odprowadzić przyjaciółkę. Jak już do niej weszłam to uznałyśmy, że trzeba wypić „strzemiennego” z tej śliwowicy. I wypiłyśmy. Wcale nas nie odrzuciły te procenty. Potem był następny strzemienny, a w końcu musiałam odwołać taxi… Do tej pory wspominamy tę imprezę jako dowód na to, jak się dawnej szalało 😉

Wracając do pigułek. Oprócz czegoś na kaca nie miałam w domu żadnych innych medykamentów, bo i po co, skoro nic mnie nie bolało. Do czasu. Widocznie kredyt wyczerpał się. Wiele objawów, które miałam zdawało się świadczyć o początkach … menopauzy. Przyjęłam to więc ze spokojem. Zrobiłam jednak dokładną morfologię krwi, której wyniki dały do myślenia i mnie, i mojej internistce. A potem ruszyła lawina. Musiałam się przebadać, prześwietlić na różne sposoby. Może w pewnym momencie już nie tyle musiałam, ile chciałam. Tyle lat unikania lekarzy, a w ciągu 3 miesięcy zaliczyłam chyba z 10 medyków różnej specjalności. Okazało się, że mam jedną chorobę, z którą da się żyć, ale trzeba łykać pigułkę (niedoczynność tarczycy). Niestety. Byłam z tego faktu niezmiernie niezadowolona. Z czasem jednak zaczęłam hołdować zasadzie, że szklanka jest do połowy pełna i uznałam, że i tak szczęściara ze mnie, bo pigułkę biorę na czczo bezpośrednio po wstaniu z łóżka, co daje duże szanse, że nie jestem w stanie o niej zapomnieć. Poza tym nie wolno mi jeść po wzięciu pigułki minimum pół godziny, a najlepiej godzinę, co oznacza, że w ogóle śniadania w domu nie jadam. Od czasu, kiedy moje śniadania stanowią wyłącznie owoce ma to ten plus, że idąc do pracy kupuję w znajomym warzywniaku świeże owoce, które w pracy z radością spożywam. Dopiero kiedy docieram do biura zaczynam odczuwać głód. Moja poranna pigułka wpisała się więc w mój rytm życia idealnie. I cieszę się z faktu, że jest tylko jedna i tylko rano i taka malutka 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s