Samoocena

Jest faktem, że moja kobieca samoocena podniosła się ostatnimi czasy znacznie. Całą zasługę przypisuje sobie, a nie jakimś czynnikom zewnętrznym, z których najpopularniejszy nazywa się mężczyzna, o zakochanym mężczyźnie nie wspomnę. Kiedy z koleżankami postanawiamy po raz setny przejść na dietę pojawia się temat motywacji, a w zasadzie motywatora. Kiedy czekałam na przyjazd Darka i nasze pierwsze spotkanie to on „robił za motywatora”. Koleżanka ma przyjaciela, w którym się podkochuje i uznała, że nieczęste spotkania z nim mogą ją świetnie zmotywować do działania, czyli odchudzania. No cóż, obaj motywatorzy czują się dobrze, natomiast my nadal planujemy przejść na dietę, już od jutra 😉

Byłam niedawno na firmowej imprezie, gdzie spotkałam wiele dawno nie widzianych osób. Nasłuchałam się komplementów, które są oczywiście miłe dla ucha, ale najważniejsze jest i tak moje wewnętrzne przekonanie. A ja takowe przekonanie o dobrej formie mam. Moja kondycja psychiczna i fizyczna jest na przyzwoitym poziomie, co widać gołym okiem. Jedno przekłada się na drugie. Im lepiej czuję się psychicznie tym lepiej wyglądam, tym bardziej chce mi się zadbać o swój zewnętrzny obraz. Wiem, że powinno chcieć się każdego dnia, ale kto jest bez winy niech pierwszy rzuci… 😉

Wydaje mi się, że stałam się bardziej asertywna. Może to wpływ sukcesów, malutkich i większych, jakie odniosłam w ostatnim czasie (choćby pozbycie się nałogu palenia). Dziś nie potrzebuję już motywatora, który miałby podnieść moją samoocenę. Dziś nie mogę pojąć sensu uzależniania swojej samooceny od mężczyzny, w ogóle od drugiego człowieka. To prawda, że potrzebujemy potwierdzenia wartości, potrzebujemy akceptacji, chcemy się podobać. Ale źródło naszej samooceny jest w nas i nie można jej nam zabierać czy dawać. Jeśli kobiecie spada samoocena do zera, to rodzi się pytanie, czy ona w ogóle ma poczucie własnej wartości, skoro jakiś facet może tak łatwo jej to odebrać. Czyli jej samoocena w jakimś sensie „wisiała” na mężczyźnie? Czy jakikolwiek mężczyzna jest wart tego, aby od jego postawy uzależniać naszą wartość?

Nikt nigdy nie zadba o nas bardziej niż my same, nikt nigdy nie będzie w stanie kochać nas tak, jak my same potrafiłybyśmy (jeśli byśmy chciały). I nie jest to egoizm, a jeśli już to bardzo zdrowy. Każdy katolik zna przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Problem w tym, że interpretujemy to przykazanie koncentrując się na pierwszym członie, a drugi nam jakoś umyka. Kochamy więc bliźnich bardziej niż siebie samych. Poświęcamy swoje zdrowie, niszczymy życie, marnujemy potencjał i lata w imię takiej miłości. Bo jesteśmy przekonani, że aby coś dostać trzeba się starać, trzeba o to walczyć. A wystarczy to, czego oczekujemy od innych, mieć w sobie dla siebie. Po prostu nie można dać miłości komuś, jeśli nie ma się jej dla siebie i za taką interpretacją tego przykazania jestem.

O kochaniu siebie możemy też przeczytać w różnych psychologicznych książkach, które mają jasne przesłanie: kiedy wewnętrznie pusta ruszasz szukać miłości możesz znaleźć tylko pustkę. Kochać siebie to nie egoizm, to umiejętność dzielenia się sobą, ale bez umniejszania siebie.

Czy nie zdarzyło się wam widzieć, poznać kobiety, które obiektywnie rzecz biorąc wcale nie są szczególnie piękne, czy inteligentne i ze zdziwieniem skonstatować, że takie panie mają wielkie powodzenie, że roztaczają wokół siebie specyficzną aurę, która innych przyciąga. Musi być jakaś głębsza tego przyczyna. Jest nią właśnie asertywność w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mam koleżankę, która jest duszą towarzystwa, gdziekolwiek nie pójdzie, zawsze wzbudza zainteresowanie. Poszła oglądać mieszkanie, które chciała kupić i trafiła na właściciela, który zakochał się w niej od pierwszego wrażenia. Co takiego w niej jest? Ona kocha siebie, jej nie zależy na mężczyznach, ona ich może mieć, ale ona jest szczęśliwa bez względu na to, czy obok niej jest mężczyzna czy jest sama.

Patrzę na nią jak na niedościgły wzór owej asertywności, aczkolwiek przyznaję, że inne jej cechy niekoniecznie chciałabym posiadać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s