Pokolenie singli

W Polsce żyje dziś około 2,5 miliona singli po pięćdziesiątym roku życia…

Singiel to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki w Internecie, prasie i książkach. Przeglądam od czasu do czasu pozycje poradnikowe w księgarniach i stwierdzam, że coraz więcej jest książek dla singli. Czasami pisanych przez nich samych, czasami pisanych przez byłych singli, aktualnie żyjących w szczęśliwych związkach. To odpowiedź na społeczne zapotrzebowanie, bo przecież żyjemy w świecie singli.

Portal Onet zaczął nawet akcję społeczną „Pokolenie singli”, zaangażował różnej maści specjalistów i wałkuje problem raz z jednej raz z drugiej strony. Przy okazji ogłasza konkurs na opisanie swojego singlowego życia. Poczytałam trochę opinii i zwróciłam uwagę na kilka kwestii.

Kiedy czytam opinię, że samotnej kobiecie pozostaje na starość kot i rozgoryczenie, to się buntuję. Znam wiele przykładów kobiet prowadzących samotne życie, które są wesołe, zadbane, pełne wigoru, realizują się w różnych działaniach, również w pomaganiu innym. Z drugiej strony znam przykłady związków nieudanych.

Niedawno zza ściany dobiegły mnie ostre słowa sąsiadów, których lubię i szanuję. Wiem, że pobrali się w dojrzałym już wieku, oboje stracili współmałżonków. Nie wiem, jak im się układało wcześniej, bo kiedy tu zamieszkałam oni już byli zadomowieni, nigdy nie słyszałam żadnych kłótni, ale widzę, że od czasu, kiedy sąsiadka zrezygnowała z pół etatu i więcej czasu spędza w domu, jej mina nie wskazuje na słodkie życie. Jest smutna, kiedy rozmawiamy widzę, że coś ją trapi. Podejrzewałam, że małżonek nie jest zbyt dobry, że relacje między nimi nie są najlepsze. Widać między nimi różnicę od strony… inteligencji emocjonalnej. Kiedy ludzie nie są dobrani to wspólna starość może być trudna. Nie podejrzewałam jednak, że potrafią tak strasznie się wyzywać. Jedno wyp… drugie z domu. Padały epitety największego kalibru. Przykro mi było tego słuchać. Pomyślałam sobie wtedy „jak dobrze, że jestem sama”.

Są jednak przykłady pozytywne, ale tych nie znam zbyt wielu i może trudniej je zauważyć, bo są ciche.

Wracając do akcji „Pokolenie singli i tego, co tam wyczytałam. Otóż samotni pozostają dość bierni w kwestii poszukiwania partnera (to jakby o mnie). Pani Joanna Heidtman, psycholog i socjolog twierdzi, że  częściowo jest za to odpowiedzialna silna „kultura konsumpcyjna”, zachęcająca nas do koncentracji na samym sobie i traktująca związki jako coś wtórnego wobec zaspokajania potrzeb konsumpcyjnych. Koncentracja na sobie powoduje czasem, że oczekiwania rosną i pojawia się wręcz nastawienie „rynkowe” do związku – skoro ja stanowię taką a taką wartość, mój partner powinien spełniać takie a takie warunki, aby była to odpowiednia inwestycja.

Może pani ekspertka ma rację, ale chyba nie do końca. Jest naturalnym, że dobieramy sobie do pary kogoś spełniającego określone kryteria. Jako osoba posiadająca samodzielne lokum chciałabym poznać kogoś, kto też takim dysponuje, a nie mieszka u mamusi i tatusia, albo w wynajętej kawalerce. I nie traktuję takiego myślenia w kategoriach inwestycji. Ja nawet nie wiem, czy chciałabym z ewentualnym partnerem zamieszkać w jakimś większym mieszkaniu (domu), po wcześniejszym sprzedaniu naszych dwóch lokali. Jak patrzę na sąsiadów to myślę, że lepszym rozwiązaniem jest zachowanie swojej własności przez każdą ze stron i zamieszkanie u jednego z nich, a np. wynajęcie drugiego mieszkania. W sytuacji, kiedy wspólne życie staje się trudne, wręcz niemożliwe, zawsze można wrócić do siebie.

Jak myślę o sąsiadce, to podejrzewam, że sprzedała swój dobytek rozdając dzieciom i przyszła mieszkać do męża (jak wspomniałam też wdowca). Właścicielem mieszkania pozostaje mąż, który może w kłótni wykrzyczeć jej, aby się wynosiła. Przyznam, że na jej miejscu wolałabym zamieszkać u którejś z córek (o ile to możliwe) niż wysłuchiwać awantur.

W informacji na temat akcji „Pokolenie singli” jest kilka zdań dotyczących szukania drugiej połówki wśród najstarszych singli (60 lat)? Okazuje się, że aż 64 proc. z nich jest raczej zamknięta na nawiązywanie nowych relacji. Zdecydowanie nie szuka nowego partnera 3/4 osób w wieku powyżej 60 roku życia. Dlaczego wraz z wiekiem, tracimy potrzebę wiązania się z kimś na nowo? Psycholog Ewa Klepacka-Gryz uważa, że stosunek do szukania drugiej połówki rzeczywiście jest silnie skorelowany z wiekiem: „Bycie za starym na związek” to bardziej kwestia opinii publicznej niż wewnętrznego przekonania. Z badań wynika, że najmniej chętne do związku są starsze kobiety i ludzie po śmierci partnera. Wynika to prawdopodobnie z przekonania, że o ile starszy mężczyzna poszukujący związku, nawet z dużo młodszą partnerką, to zjawisko akceptowane, to starsza kobieta wiążąca się z młodszym partnerem już nie. Poza tym kobiety w okolicach pięćdziesiątki często pełnią już rolę babci i spełniają oczekiwania dzieci, żeby zająć się wnukami a nie szukaniem nowego związku.

W Polsce żyje dziś około 2,5 miliona singli po pięćdziesiątym roku życia i większość z nich (1,2 miliona) to wdowcy (źródło: TGI SMG/KRC Millward Brown, 2010). Zdania na temat tego, czy będąc seniorem, powinno się wszystko zaczynać od nowa, są podzielone. Owszem, rodzina i znajomi pragną ich szczęścia, ale też chcieliby im oszczędzić rozczarowań i cierpień.  Obawiam się, że córki mojej sąsiadki nie są zadowolone z sytuacji swojej mamy.

Podpisuję się pod stwierdzeniem psycholog Ewy Klepackej-Gryz, że na miłość i związek nigdy nie jest za późno, pod warunkiem, że mamy na myśli dojrzałą, pełną szacunku, akceptacji własnej odmienności i wolności relację, a nie bycie z drugim człowiekiem: dla wygody, korzyści finansowych, z lęku, czy z chęci zatrzymania upływu czasu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s