Materiał na kolegę?

Spotkałam się z Andrzejem, czyli panem poznanym w sieci. Kiedy wróciłam do domu pomyślałam, że byłby z niego dobry materiał, ale bardziej na kolegę niż partnera.

Najpierw przysłał sms-a, że spóźni się 10 minut, a potem, że już jest na miejscu. Tej drugiej wiadomości nawet nie odebrałam, bo nie usłyszałam. Nie chcąc czekać na wietrze schroniłam się do pobliskiego sklepu. Andrzej również to zrobił. I zamiast w umówionym miejscu spotkaliśmy się w sklepie. Moja ulubiona kawiarnia była w remoncie, poszliśmy do innej najbliższej. Ja zamówiłam latte, on herbatę zieloną. Zapłaciłam za siebie, choć Andrzej delikatnie oponował.

Jego zdjęcie oddawało w pełni rzeczywistość. Nie rozczarowałam się więc ani miło, ani niemiło. Poznałam go natychmiast. Miałam wrażenie, że on miał wątpliwości co do mnie. Zawsze twierdziłam, że nie jestem fotogeniczna 😉

Okazało się, że oboje unikamy mięsa i w ogóle staramy się zdrowo odżywiać. Chyba Andrzej zgubił sporo kilogramów ostatnimi czasy, bo garnitur trochę na nim wisiał, co nie dodawało mu uroku.

Poprosiłam, aby przyniósł serwetki, bo na naszym stoliku ich nie było. I całe szczęście, że przyniósł, bo czym zająłby własne ręce. Mam tę wadę, że zwracam na takie pierdoły uwagę. Kiedy ktoś czymś się „bawi” rozmawiając ze mną. W jakiś irracjonalny sposób mnie to dekoncentruje a bywa, że irytuje. Mam koleżankę, która bawi się długopisem i nie raz jej to uświadamiałam.

Andrzej składał i rozkładał serwetkę, i to na niej się chwilami skupiał. Nie byłabym sobą gdybym nie zwróciła mu na to uwagi. Na szczęście przyznał „bez bicia”, że to efekt napięcia. Nie pytałam go, czy to ja tak na niego działam, czy może zawsze tak ma w kontakcie z płcią przeciwną. Zadzwoniła komórka, jego, nie moja. Przeprosił, odebrał, powiedział kilka zdań, a na końcu poinformował rozmówcę, że jest na … randce 😉 Podobno była to koleżanka.

Nie miałam dużo czasu, zaplanowałam spędzić z nim godzinę, która jakoś tak szybko zleciała. No cóż, muszę lecieć – powiedziałam zaglądając do jego kubka z herbatą (sprawdzałam, czy dużo mu jeszcze zostało). Zaproponował, że mnie podwiezie. Nie wyglądał na porywacza, zwłaszcza Pięćdziesiątek, więc skorzystałam, choć daleko do domu nie miałam.

Pożegnałam się szybko, miałam wrażenie, jakby chciał jeszcze na koniec coś powiedzieć oprócz słów pożegnania, ale nie zdążył. Przez całe spotkanie zachowywałam się dość powściągliwie, nie kokietowałam. Nie odczuwałam potrzeby „podobania się”. Nie ma dla mnie znaczenia, czy zrobiłam wrażenie pozytywne czy negatywne? Starałam się być sobą. Sporo rozmawialiśmy o akceptacji i samoakceptacji. Nie powiem, że zaimponował mi swoją inteligencją, ale z pewnością nie rozczarował. Jako polemista dobrze rokuje na przyszłość, gdyby udało mu się wyzbyć tego „napięcia”. O jego przeszłości, żonie, dzieciach i innych sprawach też mi opowiadał, ale to kwestie zbyt osobiste, abym je poruszała na blogu.

Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie ułatwiłam mu jednak zadania. Pomyślałam sobie, że zainteresowany facet nie podda się łatwo. A facet nie zainteresowany kompletnie mnie nie obchodzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s