Kochać …jak to łatwo powiedzieć

Jednym łatwo, innym trudno. Bo miłość to nie znaczy zawsze to samo. Na dwóch przeciwstawnych biegunach są ci, którzy szastają „kocham” na prawo i lewo oraz ci, którzy obwarowali sobie miłość takimi warunkami, że właściwie nikomu nie są w stanie jej wyznać, a nawet jeśli czują, że ją czują, to wolą nie mówić, z różnych powodów, jedni ze strachu przed odrzuceniem, inni ze strachu przed odpowiedzialnością, a jeszcze inni po prostu nie potrafią wyrażać uczuć ..słowami (uważają, że czyny się liczą). Obie skrajne postawy są mi obce.

Tym drugim nie zazdroszczę, bo może się okazać, że przez całe życie nikt nie usłyszy od nich tego słowa, a słowa mają swoją wielką moc. I nie zgodzę się, że można okazywać uczucie, być dobrym, czułym, odpowiedzialnym i to wystarczy. Myślę, że nie wystarczy. Można uznać, że przecież to takie oczywiste, że druga strona nie powinna mieć wątpliwości, że jest kochana, więc po co jej to mówić? Jednak mówić. To słowo wypowiedziane szczerze i prosto z serca ma swoją moc, czasem większą niż setka gestów.

Owszem najważniejsze jest zachowanie, czułość, dobroć, a słowa bywają ulotne. Tak, ale z wyjątkiem słowa „kocham”. Ulotne „kocham” jest tylko dla tego, który nic nie czuje albo nigdy nie jest pewien, czy to co czuje, to jest właśnie TO. Niby to tylko słowo, ale każdy chce je usłyszeć, więc dlaczego odmawiać go tym, których kochamy, dlaczego się bronić? Czy ma to sens? Nie ma. Zastrzegam, że nie mam tu na myśli mówienia „kocham” rodzicom, dzieciom, dziadkom, przyjaciołom. Chodzi mi wyłącznie o relacje kobieta-mężczyzna.

Łatwiej żyje się tym, którzy z wyrażaniem uczuć nie mają problemów, a niektórzy czynią to w sposób niczym nieograniczony. Szastają tym „kocham” na prawo i lewo, dziś kochają Kasię a za miesiąc już Ania słyszy z ust takiego kochliwego zapewnienia o dozgonnym uczuciu. Czy to jest dziwne? Właściwie im dłużej obserwuję męski ród (bo to u panów częstsze zjawisko) tym bardziej jestem dla takiej postawy pobłażliwa. Mężczyźni tłumaczą się, że oni są szczerzy, w chwili, kiedy to mówią, naprawdę tak myślą. I czy to ich wina, że pojawia się inna cudowna kobieta, do której uczucie wybucha z siłą wulkanu i znów wyznają czule „kocham”. Chyba to się spontaniczność nazywa 😉

Nie do rzadkości należą sytuacje, kiedy to „kocha się” dwie partnerki (partnerów) jednocześnie. Wierzę, że jest to możliwe. Jedna partnerka może zaspokajać potrzeby „wyższego rzędu” (dobra matka dla wspólnych dzieci, przyjaciółka), druga wyłącznie cudowna kochanka. Wielu niewiernych mężów przechodziło takie próby ognia, kiedy to kochali i żonę, i kochankę, oczywiście każdą na swój sposób …inaczej. I musieli między tymi miłościami wybierać.

Od czego to zależy, że jedni mówią „kocham” a inni mają przed tym blokadę? Od wielu, wielu różnych spraw, z których na plan pierwszy wysuwa się nasze własne postrzeganie miłości. Osoby, dla których to słowo wiele znaczy (może zbyt wiele?) i które zakochują się rzadko, a kochają jeszcze rzadziej, bywa że raz na całe życie – są bardzo ostrożne w wypowiadaniu tego słowa. A może w ogóle są ostrożne z wyrażaniem uczuć. A może są introwertykami i wszystkie emocje kierują do środka?

Zapytałam kolegę, dlaczego nie powiedział „kocham” swojej M., choć wiem, że ją kochał? Nie jest to takie proste w sytuacji, kiedy luba jest w wieku własnej córki, a w domu ma się „ślubną”, do której wszystkie uczucia już się wypaliły. Kolega stwierdził, że to słowo nie miało sensu, bo… i tak by nic z tego nie wyszło albo byłby wyłącznie kłopot. On swojego życia nie zamierzał zmieniać, a był na tyle odpowiedzialny, że nie chciał przewracać do góry nogami życia swojej M. Powiedzieć „kocham” może więc mieć moc budującą, może oczyszczającą ale także destrukcyjną? Słowem „kocham” można zniszczyć coś, ale co? Czy nie wyłącznie iluzję? Bo jeśli nasze „kocham” pozostanie bez odpowiedzi, albo odpowiedzią będzie koniec znajomości, to znaczy, że miłość nie była odwzajemniona, że byliśmy dla kogoś „zabawką”? A może ktoś ucieka przed naszym uczuciem? A kiedy się je zwerbalizuje, to znak dla drugiej strony do odwrotu? Bo wie, że sam nie może dać tego, co dostaje?

W kochaniu, gdy  szczerości brak, czy warto ciągnąć bal?…Warto? Nie warto?

Z mojego własnego doświadczenia wynika, że sprawa jest tak skomplikowana jak każdy z nas, bo o nieskomplikowanych przypadkach nie warto się rozwodzić. Sama mówię rzadko, bo znam tego słowa moc, dlatego jestem szczera. Traktuj innych tak, jakbyś sam chciał być potraktowany. Właściwie raz kochałam, ale przestałam i nic na to poradzić nie mogłam (nieważne jest czy obiekt uczuć się do tego przyczynił, czy nie). Mój ex natomiast mówił często, ale jego zachowanie najczęściej tego słowa nie potwierdzały. Pamiętam, kiedy już u kresu naszej wspólnej życiowej drogi zwracał się do mnie z prośbą – Powiedz, że mnie kochasz. To był taki etap, że ja już nie wiedziałam sama, co czuję, czy w ogóle coś czuję. Dlatego robiłam uniki, co mojego ex doprowadzało do wściekłości. Bo on zawsze mnie kochał.. werbalnie, i pewnie w swoim głębokim przekonaniu w to wierzył. Nawet na pierwszej rozprawie rozwodowej powiedział przed sądem, że mnie kocha. Ale takiej miłości to ja już nie chciałam. Bo u mojego ex deklaracje słowne kompletnie się rozjechały z postępowaniem, ale to już inna bajka. Z kolei mój bumerang wyznawał mi miłość w sms-ach, nie potrafił powiedzieć tego samego prosto w oczy.

Wracając do meritum problemu to ja sobie sparafrazuję cytat: Lepiej kochać i stracić niż nie kochać nigdy –  Lepiej mówić „kocham” i stracić, niż nie powiedzieć tego słowa nigdy komuś, kogo się prawdziwie kochało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s