Wieczna miłość

Coś się zaczyna, coś się kończy. Prawdziwa miłość nie kończy się ponoć nigdy. Otwieram  po raz kolejny „Miłość w czasach zarazy” i … znów się zakochuję… w tej książce. Tak kochać, żeby wytrwać pół wieku w udręce oczekiwania i nikłej nadziei na miłości spełnienie się…?

Takie rzeczy to tylko w książkach…

A może nie tylko? Ostatecznie życie bywa i ciekawsze, i bardziej skomplikowane od najbardziej nieprawdopodobnej fikcji.

Czy miłość potrafi być silniejsza od samotności, od fatum i od śmierci – jak to się stało udziałem bohaterów Marqueza?

Może. Tylko jak patrzę na losy Florentina to chyba bardziej mu współczuję niż podziwiam jego wytrwałość, a jak przyglądam się Ferminie to jest odwrotnie, podziwiam i nawet zazdroszczę. Bo która kobieta nie chciałaby być kochana przez pół wieku? Wciąż tak samo mocną bezgraniczną miłością?

Bohaterowie Marqueza mają to szczęście lub nieszczęście, że przechodzą w swoim życiu przez wszystkie „odmiany” miłości – młodzieńcze zadurzenie, małżeństwo z rozsądku, szalone namiętności, miłości idealizowane i ulotne pragnienia cielesne.

Szkoda, że wypływająca z doświadczeń mądrość przychodzi wtedy, kiedy nie jest nam już do niczego potrzebna.

Właśnie.

Kiedy rozglądam się dookoła to widzę taki ogrom nieszczęśliwych (nieodwzajemnionych) miłości, że brak osobistego obiektu daremnych westchnień uznaję za ogromne szczęście, no może przesadziłam, raczej święty spokój 😉

Nie czekam na telefon, znak od ukochanego, nie drżę na każdy dźwięk dzwonka. Nie otwieram gorączkowo skrzynki mailowej. Śpię dobrze. Nie wzdycham, nie płaczę w poduszkę. Tętno mam względnie miarowe.

Wiem, jak to jest zakochać się nieszczęśliwie, dlatego nie zazdroszczę zakochanym (bez wzajemności). Wiem, że nie chciałabym już tego powtórzyć. Czasem wystarczy małe preludium do miłości, żeby poczuć (przypomnieć sobie) jak to jest rozpadać na kawałeczki… Miłość potrafi wznosić do nieba, ale też strącić w czeluście piekieł. Jednak ile dzieł by nie powstało, gdyby nie siła nieszczęśliwej miłości.

Lepiej kochać nieszczęśliwie niż nie kochać w ogóle? Owszem.

Ale  najlepiej to kochać szczęśliwie, i tego wszystkim życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s