Wspomagacze

Dawno nie pisałam o rzucaniu palenia i dobrze… bo sama nie mam żadnej ochoty na powrót do nałogu, zdarza mi się jednak słyszeć o dziwnych powrotach do palenia. Koleżanki koleżanka nie paliła 15 lat, a ostatnio zaczyna popalać, na razie ukrywa się przed mężem, ale pewnie długo nie wytrzyma.

Kolega nie palił lat 20, w tym czasie przytył więcej niż 20 kg i ładnie z tym przytyciem wyglądał. Przed kilkoma miesiącami wrócił do palenia, widziałam go niedawno i przeraziłam się. Schudł okropnie, wygląda strasznie. Pali jak smok.

Dlaczego kolega wrócił do palenia? Twierdzi, że stres związany z utratą pracy był tak silny, że musiał zrobić coś, co zajęłoby mu myśli, ręce, czas, etc…

Papieros jako środek uspokajający? to śmieszne, przynajmniej dla mnie. Ale rozumiem, że w jego przypadku tak mogło być. Każdy z nas jest inny i całe szczęście. Poza tym ja naprawdę nie twierdzę, że jestem już do końca życia wolna od nałogu. Mam w sobie dużo pokory, zwłaszcza kiedy słyszę o takich przypadkach jak opisane powyżej.

Kolega wspomniał mi o elektronicznych papierosach, nie wiem na jakiej zasadzie to działa, wiem, że kolega wrócił do normalnego palenia.

Sama nie stosowałam żadnych wspomagaczy w rzucaniu palenia (oprócz przeczytania książka A. Carra, co trudno uznać za jakąś szczególną metodę), niewiele jednak brakowało abym skorzystała z tzw. biorezonansu. Jest to jedyna metoda, o której skuteczności nie tylko słyszałam, ale widzę wokół siebie wiele przykładów będących na to dowodem, z jednym małym wyjątkiem.

Kiedy pierwszy raz przeczytałam książkę A. Carra udało mi się odstawić palenie na kilka tygodni. Kiedy wróciłam do palenia postanowiłam, że przeczytam książkę raz jeszcze, a jeśli za drugim razem się nie uda, wtedy skorzystam z metody biorezonansu. Znalazłam nawet w pobliżu miejsca zamieszkania odpowiedni gabinet, znałam cenę, wystarczyło zadzwonić.

Nie wiem, czemu tak wzdrygałam się przed pójściem na te biorezonansowe odczyniania. Może to kwestia ambicji, że przecież powinnam sobie poradzić SAMA.

Co do gum do żucia, plastrów, etc. nie mogę się wypowiadać, bo nigdy nie stosowałam i nie zamierzam tego robić. Myślę, że książka A. Carra, która pomogła mi pewne mechanizmy uzależnienia zrozumieć, wyjaśniła mi też bezskuteczność takich prób stopniowego odstawiania nikotyny. Kiedy czytam w reklamach, że można stopniowo rzucić papierosy, to nie wierze, bo wielokrotnie sprawdziłam, że na mnie to nie działa. Podjęłam kilka prób z ograniczaniem palenia, marzyłam nawet, żeby każdego dnia palić o jeden mniej, a w końcu osiągnąć stan zero. Niemożliwe! Nierealne!

Producenci gum, plastrów muszą z czegoś żyć, a żyje im się całkiem dobrze, z czego wniosek jeden wypływa – na świecie jest wiele osób, które chcą palenie rzucić, ale nie potrafią. Wykorzystują więc wszystkie dostępne możliwości, zwłaszcza te reklamowane jako skuteczne. A metoda jest prosta – wyrzucić papierosy i już nigdy nie sięgnąć po nie.

Wiem, wiem, łatwo powiedzieć. Sama nie radziłam sobie z tym problemem tyle lat, a teraz udaję mądrą. To nie tak. Mam w sobie pokorę wobec słabości. Palenie zresztą nie było i nie jest moją jedyną słabością, więc tym bardziej rozumiem, że proste wydaje się to, co już się zrobiło, co jest za nami.

Zrób to, czego boisz się, a lęk zniknie – coś takiego kiedyś usłyszałam i myślę, że pasuje do wielu sytuacji. Bo żeby odstawić papierosy też potrzeba odwagi, ostatecznie coś nam one „załatwiały”, na coś działały, były potrzebne, bo rozładowywały napięcie, zabijały nudę, uspokajały (tak nam się przynajmniej wydawało). Kiedy znikają z naszego życia papierosy, pojawia się pustka. Co robić w momencie, w którym dotychczas sięgało się po papierosa? No właśnie. Najczęstszą reakcją jest sięganie po przekąskę. Coś za coś. Jedzenie po zaprzestaniu palenia i kwestia utrzymania wagi to temat rzeka, warto wspomnieć, że strach przed przytyciem był jednym z najważniejszych powodów, dlaczego bałam się odstawić papierosy.

Wracając do metod rzucania i substytutów. Biorezonans zadziałał skutecznie na trzy moje znajome, na jedną nie zadziałał. Ta ostatnia chyba nie chciała rzucić, zabrakło jej motywacji. Zdarzało się jej zaprzestawać palenia na dłuższe i krótsze okresy, zawsze twierdzi, że jakby chciała to by rzuciła, ale na razie nie chce. I tu chyba tkwi sedno problemu. Żeby rzucić, trzeba chcieć. Koleżanka, która rzuciła wspomagając się metodą biorezonansu i nie pali już siedem lat, stwierdziła, że papierosy zaczęły jej okrutnie śmierdzieć, że miała kłopoty z gardłem, etc.  Druga koleżanka też poszła do gabinetu biorezonansu wtedy, kiedy była już wykończona wciąż nawracającymi infekcjami gardła. Na podstawie tych przykładów pokuszę się o stwierdzenie, że metoda (wspomagacz) jest sprawą drugorzędną, istota sprowadza się do głębokiego przekonania i determinacji, że chce się przestać palić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s