Zmiany, zmiany…

Pomyślałam, że pod koniec starego roku mogłabym coś zmienić na blogu, ale co?

Mogłabym częściej pisać. Ale skoro brak weny to czy pisanie ma sens? Zdarzało mi się czasami z poczucia obowiązku popełnić jakąś notkę, ale nie lubię tego i wiem, że nie tylko sama wtedy cierpię, ale treść wpisu też pozostawia wiele do życzenia. Pisać wtedy, kiedy chcę. O tak, tak właśnie lubię i tak chcę.

Zdarzało mi się przyjść wcześniej do pracy (zboczona?) i siąść do komputera z gotowym tekstem w głowie, często o byle czym, ale słowa same spod klawiatury płynęły. Byłoby fajnie gdyby wena nawiedzała mnie częściej, ale skoro taka leniwa to niech choć wpada od czasu do czasu…

Podziwiam blogerów, którzy potrafią się w tej dziedzinie dyscyplinować. Ja nie potrafię.

W ogóle dyscyplina to jest to, co w moim życiu szwankuje. Może powinnam nad nią popracować, a może taka już moja natura i nie ma sensu tego zmieniać?

Jednak nie zawsze można kierować się własnym widzimisie i robić coś wyłącznie wtedy, kiedy nam się chce. Jakże często nie chce się nawet tego, co konieczne. Nie chce się wstać z łóżka, nie chce się iść do pracy czy do sklepu. Oj, każdy miewa chyba takie chwile. Ale trzeba się wtedy przemóc, nie ma wyjścia.

A jak będę miała 60-70-80 lat? Co wtedy? Czy takie chwile słabości nie staną się normą? Może właśnie dlatego trzeba nauczyć się siebie dyscyplinować.

Przeczytałam w weekend w „Wysokich obcasach” wywiad z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską, kobietą 90-letnią, byłą więźniarką obozu Ravensbruck.

Zapytana przez dziennikarza: A jaki miała pani sposób, żeby przeżyć? stwierdziła: polubić sytuację.

Polubić na przykład obóz koncentracyjny? – dopytywał dziennikarz.

Taaak! Polubić obóz koncentracyjny! Popatrzeć rano na apelu – jak się stało trzy godziny – jakie wschodzi piękne słońce.
Zasada święta do dziś: codziennie wstaję o szóstej rano i nie zjem śniadania, jeżeli nie jestem ubrana, uczesana, umalowana. (…)

Jest taka życiowa zasada – dopóki człowiek spełnia podstawowe czynności: chce się umyć, chce zjeść, chce się uczesać, chce się ubrać, to będzie żył. No, chyba że ma nadzwyczajnie zły los, tragiczną chorobę, coś ponad. Ale kiedy przestaje spełniać życiowe obowiązki wobec siebie, to koniec, wiadomo, że z tego nie wyjdzie. To było ewidentne w obozie. Ja się w życiu przekonałam i to stosowałam. Gdy się źle czułam, nic mi się już nie chciało, myślałam: „O, to zły sygnał!”. Nie wolno! Trzeba wstać, trzeba się ubrać, trzeba coś zjeść, trzeba wyjść na dwór, nawet jak się człowiekowi bardzo nie chce.(…)

Zawsze miałam w świadomości, że to, co człowiek robi, powinien polubić. (…)

W każdej sytuacji znaleźć swoje miejsce, odkryć, że to, co nas spotyka, nie jest złe.(…)

Połowa chorób jest w głowie. Wiele w życiu zależy od nas samych, od nastawienia, od sposobu odnalezienia się. W miarę upływu lat jestem coraz zdrowsza. Lekarz, który robił mi echo serca, mówi: ‚Ale piękne, młode serce’. (źródło: www.gazeta.pl )

Jak mi się zdarzy w przyszłości trudniejsza chwila to sobie przypomnę 90-letnią Panią Alicję i znów będzie mi się chciało chcieć.

Ale o czym miała być ta notka? Aha, o zmianach! I co tu zmienić? Może szatę graficzną?

O właśnie, to jest to. Poprzednia szata, chyba za spokojna, zbyt eteryczna. Znudziła mi się. Spróbuję sobie w tej dziedzinie poeksperymentować, dziś będzie szablon nr 1, jutro nr 2, a w Sylwestra nr 3. Decyzja 1 stycznia 2012 r. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s