Lekarz też człowiek

Kiedy byłam dzieckiem nigdy nie przyszły mi do głowy marzenia o zostaniu lekarzem. Chciałam zostać piosenkarką, nauczycielką, dziennikarką, ale lekarką? Nigdy. Może dlatego, że bałam się krwi, a może dlatego, że trzeba lubić biologię, a ja nie lubiłam, a może z jakiegoś innego, nie do końca uświadamianego, powodu.

Jest faktem, że lekarz to bardzo trudny i odpowiedzialny zawód. Lekarza darzy się szacunkiem. Lekarzowi powinno się ufać.

Moje bezpośrednie doświadczenia z lekarzami, kiedy już przestałam być dzieckiem, uzmysłowiły mi, że niełatwo jest trafić na dobrego lekarza, a jeszcze trudniej na lekarza, który byłby jednocześnie …dobrym człowiekiem.

Nie chcę pisać na temat aktualnie trwającego zamieszania z listą leków refundowanych. Jednak dyskusja na ten temat i medialne występy przedstawicieli lekarskiego środowiska przypomniały mi kilka niezbyt przyjemnych doświadczeń.

Rozumiem, że lekarz powinien być rzeczowy, ale nie rozumiem, że musi traktować pacjenta przedmiotowo.

Zdarzyła mi się sytuacja, że lekarz-ginekolog w trakcie wypełniania mojej karty przez towarzyszącą mu pielęgniarkę odbierał i wysyłał sms-y. W trakcie badania nie był w stanie sms-ów wysyłać, ale za to przychodziły non stop, a ich dźwięk nie działał na mnie… rozluźniająco.

Rozumiem, że lekarz nie musi rozczulać się nad pacjentem, ale nie musi go dołować.

Znana jest mi historia lekarki-onkologa, która podczas pierwszej wizyty informuje o najgorszym możliwym scenariuszu, co okazuje się dopiero potem (ten lepszy scenariusz).

Niewielu jest lekarzy traktujących pacjenta całościowo (holistycznie), każdy zajmuje się swoją działką i kompletnie go nie interesują inne części naszego ciała.

Czytałam niedawno na forum chorych na tarczycę zwierzenia mojej rówieśniczki, która opisywała swoje doświadczenia z pewną lekarką. „Ganiała mnie za każdym razem z nowymi badaniami do zrobienia, ale na pomysł, żeby zbadać przeciwciała nie wpadła. Za trzecim razem, kiedy znowu u niej byłam, a ona tylko wymyślała nowe badania, spytałam ją – ile mam jeszcze tych badań zrobić. Usłyszałam odpowiedź: KIEDYS KOBIETY W PANI WIEKU SZYKOWAŁY SIĘ NA ŚMIERĆ, A CZEGO PANI OCZEKUJE? (mam 50 lat), to była moja ostatnia wizyta u tej pani.

Zdaję sobie sprawę, że wśród lekarzy są lepsi i gorsi. Pozytywnych przykładów mogłabym jednak przytoczyć naprawdę niewiele. Może dlatego, że do niedawna unikałam przedstawicieli tej profesji, a może dlatego, że ci najlepsi wyjechali, np. do Irlandii, jak moja ulubiona pani ginekolog.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s