Doświadczanie samotności…

Obejrzałam w weekend ciekawy, poruszający film – „Nic osobistego” (Nothing Personal – 2009) scenariusz i reż. Urszula Antoniak.

Film opowiada historię dwudziestoparolatki Anne, która porzuca swoje dotychczasowe środowisko, zostawia ludzi, dobra materialne i Holandię. Prowadząc tryb życia … włóczęgi dociera do Irlandii, gdzie trafia na dom podobnego do niej samotnika. Martin, wiek ok. 60, proponuje dziewczynie pracę w zamian za jedzenie. Anne zgadza się stawiając jeden warunek, żadnych pytań z serii osobistych.

Oboje z Martinem są do siebie podobni w tym umiłowaniu samotności. Tyle tylko, że on jest zaawansowany w tym doświadczeniu, a ona jest na początku drogi. Sytuacja coraz bardziej zbliża ich do siebie, przywiązują się do siebie jakby wbrew własnej woli. W końcu tworzą świetny duet i rodzi się między nimi uczucie.

Magiczny film… o tym, jak może wyglądać samotne życie, a jak może wyglądać życie z kimś bez poczucia utraty wolności.

Trafiłam kiedyś w necie na opis samotnego pobytu w górach. Młoda kobieta, domek z dala od cywilizacji, w domku tylko to, co niezbędne do przeżycia. Zachowałam ten opis. Mam wrażenie, że to, co autorka opisuje (jej odczucia) jest wspaniałe i straszne zarazem. W tym samym stopniu mnie pociąga jak i wywołuje lęk. Podobne odczucia miałam oglądając „Nic osobistego”.

Wracam do tego opisu często, i wciąż zastanawiam się, czy sama bym potrafiła to zrobić, czy byłabym w stanie wytrzymać choćby tydzień bez innych ludzie, ale też radia, tv, komputera?

Co mnie w takim doświadczeniu najbardziej pociąga? Dotarcie do samego siebie, do najbardziej głęboko skrytych myśli, ale też strachów, smutków.

Zamieszczam poniżej ten tekst, nie jestem w stanie nawet podać imienia czy nicka autorki, pamiętam, że znalazłam ten wpis na jednym z forów GW przed kilkoma laty.

Byłam sama przez 40 dni zupełnie. Nie było człowieka w odległości kilometra, nie miałam pracy, książki, telewizora, radia, gazety, nie miałam nic. Byłam ja …i przyroda, świat. Uff to było bardzo trudne….co się odkrywa…? odkrywasz to, że nie masz za czym się schować, jesteś ty, tylko ty… to bardzo trudne uczucie…..masz bardzo wiele czasu… przekonujesz się, że nic nie łagodzi bólu, widzisz jak bardzo cierpisz …próbujesz mieć coś, co sprawi ci przyjemność, ale nic nie działa, już zjadłaś, wykąpałaś się w zimnej wodzie, teraz siedzisz przed domem i patrzysz na góry, mieszkasz na wysokości 2400 m, koło domu rośnie drzewo z pomarańczami, za domem jerzyny, już wiele razy obchodziłaś dom naokoło, teraz siedzisz i pijesz herbatę, jesz kawałek czekolady,…ale to nie działa…nie daje ci śladu ulgi, zawsze działało… ale teraz nie, nie wiesz dlaczego, powoli zaczynasz zdawać sobie sprawę, że wszystkie działania nie mają sensu… myślisz , że musisz się napić alkoholu, ale tego jednego nie masz… jedzenia też masz ograniczona ilość, i niezbyt  wyszukane… głownie makaron, stary chleb, puszki, pomidory i jajka, te się nie psuja, za domem pomarańcze. Jakoś nie masz zupełnie na nie ochoty…. jest raczej bardzo trudno … w pewnym momencie zaczynasz płakać…. potem i to odchodzi… zostaje spokój… cos jakby zeszło, cos jakby umarło… zaczynasz rozumieć, że naprawdę wszystkie twoje codzienne zajęcia nie mają żadnej wartości, do niczego nie służą, są zupełnie bezcelowe i są tylko po to byś nie mogła być z sobą, byś uciekła od siebie… i zaczynasz powoli lubić siebie… powoli chcesz być ze sobą, widzisz strukturę czasu, dnia, jako cos bardzo rzeczywistego, stajesz się wolna od pracy, znajomych, obowiązków, rodziców,… to nie znaczy, że nie będziesz pracować, to znaczy, że wiesz, że twoja praca nie ma sensu…. starasz się być ze sobą… Powoli …. W pracy też… Praca staje się mało ważna, stajesz się powoli wolna,… powoli… To boli.. Początkowo … Ale potem jest coraz bardziej wspaniałe, nie znaczy ze nie możesz mieć związków… nie znaczy, że nie możesz kochać ..dawać… i dostawać… ale masz teraz inną wizje… wiesz, że jesteś wolna, nie musisz uciekać…  nie musisz… się zgadzać… możesz pozwolić sobie na dawanie nie oczekując zwrotu z procentami… widzisz jak wszyscy inni cierpią … tak jak ty wcześniej…, chcesz dać cos innym… niestety to bardzo trudne… nadal jesteś egoistką… nadal chcesz dać to, co ty chcesz dać … a nie to co inni by chcieli otrzymać…..powoli zaczynasz się uczyć dawać to co inni chcą otrzymać… ale to cię boli… czujesz się jakby trochę pominięta…. mimo to ten ból jest już mniejszy.. i jakiś taki świetlisty… pamiętasz, że wszystkie twoje działania nie maja sensu… wiec możesz robić wszystko… możesz innym spróbować się dać, spróbować dać to czego oczekują… to jednak dalej jest bardzo trudne….. czy warto próbować…. tak naprawdę nic innego nie warto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s