Nie jestem zakochana…

Dzień Zakochanych a ja siedzę sama w domu? Wytłumaczenie jest proste, nie jestem zakochana.

Moja 30-letnia przyjaciółka singielka też siedzi w domu, choć jest … zakochana. Platonicznie. Od dwóch miesięcy. Spotkała Go w banku, spojrzeli na siebie i tak patrzyli kilka sekund. Już wtedy strzała Amora przebiła serce Kasi. A kiedy na parkingu przed tym bankiem znów się spotkali i spojrzeli na siebie, ona wiedziała, że tego spojrzenia długo nie zapomni. Staram się nie ironizować, ale nie zawsze mi to wychodzi 😉

Zastanawiałyśmy się obie, czy coś mogła zrobić, odezwać się, przewrócić, zgubić coś… Ale on też mógł coś zrobić. Oboje nic nie zrobili. Kasia zapisała sobie numer samochodu, ale przecież nie pójdzie na policję, aby podali jej adres anonimowego mężczyzny, który ją zauroczył.

Od dwóch miesięcy Kasia myśli o tym panu każdego dnia. Dziś przyznała się do tego, choć wie, że ja jestem trochę sceptyczna wobec tych platonicznych „związków”. Nie rozumiem sensu takiego „zakochania”, z którego nic nie wynika i raczej nie wyniknie, nawet jeśli Kasia będzie do tego samego banku jeździć często i okupować przyległy parking obserwując samochody. A najgorsze jest to, że nie wiadomo nawet, czy ten pan nie jest zaobrączkowany. Nic o nim niewiadomo.

Czy ja sama też tak się kiedyś zakochiwałam? Owszem, platonicznie nie raz byłam zakochana, ale w obiekcie zidentyfikowanym. W nauczycielu w szkole podstawowej, w koledze ze studiów, którego mijałam na korytarzach uczelni, a może jeszcze w kimś, o kim już zapomniałam…

Pamiętam, że w koledze ze studiów to byłam dość długo zakochana. Wiedziałam jak się nazywa, na którym jest roku, słyszałam o jego podbojach sercowych. Był chyba najprzystojniejszym facetem na uczelni. Typ południowca, śniady, wysoki, o uroczym uśmiechu. Za każdym razem, kiedy go mijałam nasze oczy się spotykały. Jakoś nie mogłam uwierzyć w to, że miałabym u niego jakieś szanse, więc nawet nie próbowałam się zbliżyć. Okazało się po roku, czy dwóch, że mamy wspólnego kolegę. Nie byłoby problemu ze zorganizowaniem jakiejś imprezy, na której moglibyśmy się spotkać. Problem w tym, że ja chodziłam z kimś, on chyba też wolny nie był, z tego co pamiętam, to zmieniał dziewczyny jak rękawiczki.

Reasumując, nie dane nam było spotkać się w czasie studiów. Spotkaliśmy się na ślubie naszego wspólnego kolegi, kiedy to ja już byłam mężatką. On był sam. Mieliśmy okazję porozmawiać, zatańczyć. Ten bezpośredni kontakt uzmysłowił mi, że byłam zakochana w … swoim wizerunku Rafała, a nie w Rafale, którego przecież nie znałam. Okazał się pusty, przemądrzały, kompletnie nie z mojej bajki.

I ta historia przypomina mi się, kiedy słucham Kasi opowiadającej mi podnieconym głosem o tym, że znów była w tym samym banku, że już myślała, że tym razem Go spotka, że miała sen, w którym była z Nim szczęśliwa…

Tak, tak, przytakuję.. fajnie. Może kiedyś się uda…

Zakochanym i nie zakochanym życzę spełnienia marzeń 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s