Wiosna tuż tuż, czyli czas się ruszyć

Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku – pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać nad kierunkiem tego swojego kroku. Co to ma być?

Marzy mi się od dłuższego czasu coś, co będzie jakąś dla mnie odpowiednią i odpowiadającą mi formę aktywności fizycznej, oprócz jogi, którą kocham i zostanę jej wierna jak długo sił wystarczy.Zainspirował mnie Darek, choć sama też o tym myślałam, a nawet w poprzednim „sezonie treningowym” udało mi się kilka razy wcielić to w życie.

Bieganie, jogging, jak zwał tak zwał. To jest TO.

Wyczytałam, że aby biegać nie można mieć problemów z sercem, ani cukrzycy. I jednego i drugiego nie zanotowałam. Koleżanki marudzą, że przecież mam dyskopatię, że kręgosłup słaby, że odczuwam bóle stawów, że bieganie to najbardziej kontuzjogenny sport. Kurcze, ale ja nie zamierzam biegać maratonów. Ja nawet nie będę tak dużo biegać, bo na początku zamierzam trenować …marszobiegi. Gdy tak sobie posłuchałam rad „życzliwych”, poczytałam o minusach biegania, to stwierdziłam, że gdybym nie wykrzesała w sobie wystarczających pokładów motywacji i nie chciała tego robić  to znalazłabym świetne wymówki. Wszystko, co robimy niesie ze sobą jakieś ryzyko. Wychodząc z domu nie mogę wykluczyć, że doniczka z balkonu sąsiada nie spadnie na moją głowę, o tym, że najwięcej wypadków zdarza się ludziom we własnym M nie wspomnę.

No ale po co kusić los – ktoś powie. Coś jednak muszę robić, co uwolni moją energię, co wyzwoli endorfiny, co poprawi mi wyniki lipidogramu, i co zwyczajnie będzie sprawiać mi frajdę. To ostatnie jest najważniejsze. Wszystkim życzliwym dziękuję za rady typu, abym zaczęła pływać, chodzić z kijkami, jeździć na rowerze etc. Wszystkie te formy aktywności są super, wszystkie próbowałam uskuteczniać i żadna, choć niewątpliwie znakomite dla zdrowia, nie jest DLA MNIE. Przynajmniej na tym etapie mojego życia, czyli bardzo dojrzałym. Jeśli musiałabym się do czegoś zmuszać, nigdy nie będę systematyczna w robieniu tego. Nie warto więc w ogóle zaczynać. A potem mieć poczucie winy, że się nie udało.

Systematyczność to podstawa. Dotyczy to wielu kwestii, w tym diety i aktywności fizycznej.

Ja chcę być sprawna jak najdłużej, chcę czuć się dobrze ze sobą, chcę mieć zgrabną sylwetkę. Nic tak mi w tym nie pomoże jak ruch.
Joga, o której już wiele razy wspominałam, wpisała się w mój tygodniowy kalendarz. Zaczęłam też ćwiczyć asany w domu, co jest poważnym krokiem naprzód, bo dobrze wiemy, jak trudno się zmobilizować (w domu zawsze jest coś do zrobienia). Na zajęcia chodzę 1-2 razy w tygodniu, co mi w zupełności wystarcza. Zamierzam tego rytmu nie zmieniać. Dodając 2 razy ćwiczenia w domu, plus 2 razy marszobiegi, mam zaplanowany cały tydzień od strony aktywności fizycznej.

Przechodząc do biegania, które zamierzam zacząć jak tylko temperatura ustabilizuje się na plusie. Zmarzluch jestem z natury. Darek przysłał mi „plan treningowy dla początkujących”. Przeanalizowałam i poszukałam innych, alternatywnych. Znalazłam taki, który bardziej mi na początek pasuje.

Jak zatem będzie wyglądać mój pierwszy plan treningowy?

Znalazłam inspirację na stronie http://www.kobietkibiegaja.pl/

Cel: Być w stanie przez 30 min bez przerwy na zmianę truchtać i maszerować.

Czas na osiągnięcie celu: 8 tygodni

 Liczba treningów w tygodniu: 3 (ja chyba dam radę tylko 2 razy)

 Pierwszy trening: Maszeruj dość energicznie przez  5 minut – to będzie rozgrzewka. Przyspiesz do truchtu na 5 – 10 sekund (tak, na pierwszy raz „po latach” to naprawdę wystarczy i na pewno jesteś w stanie to zrobić!)

Następnie maszeruj przez 2 minuty i znów zrób przyspieszenie na kilka sekund.

Maszeruj przez 1 minutę i przyspiesz. Ćwicz łącznie przez 15 minut.

Zakończ przynajmniej 2- minutowym marszem i delikatnym rozciąganiem mięśni.

Kolejne treningi: Zachowaj ten sam schemat tj. marsz, trucht, marsz itd. Staraj się wydłużać przyspieszenia do truchtu do 15-20 sekund i dłużej (ale tak, żeby nie narażać się na „bezdech” – nie chodzi przecież o to, żeby się zamęczyć – to ma być PRZYJEMNOŚĆ!) Ćwiczenia zawsze zaczynaj i kończ marszem.

Przez pierwsze 4 tygodnie ćwicz po 15 minut na każdym treningu.

W 5 tygodniu wydłuż cały trening o 5 min – ćwicz za każdym razem przez 20 minut bez przerwy.

W 6 tygodniu wydłuż o kolejne 5 minut – ćwicz teraz po 25 minut.

Kiedy skończy się 7 tydzień treningów bez problemu będziesz w stanie kontynuować wysiłek przez pełne 30 minut.

Po dwóch miesiącach (to już będzie czerwiec) zmienię plan treningowy, ale nadal nie zrezygnuję z marszów. Będę je przeplatać bieganiem. Moim celem będzie bieg bez przerwy 30 minut. Ten cel zamierzam osiągnąć do końca sezonu 😉 Wiem, że kluczem do sukcesu jest cierpliwość ponieważ kondycja będzie się poprawiała stopniowo. Tutaj nie ma drogi na skróty…

O specjalnych butach do biegania, skarpetkach etc, nie będę pisała, bo to się rozumie samo przez się, że zamierzam się w nie zaopatrzyć. Ale to sukcesywnie, nie wszystko naraz. Specjalny biustonosz do biegania już kupiłam. Jest rewelacyjny.

Teraz wystarczy tylko zacząć… i być konsekwentną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s