Ach ci mężczyźni…

No i się porobiło… jak nie było nikogo to było źle, jak jest kilku to i problem większy, bo się człowiek zdecydować nie może. 😉

Żarty żartami, ale prawda jest taka, że poznałam kogoś fajnego. A na dodatek ktoś inny, też fajny (i trochę młodszy) wrócił do mnie z siłą …bumeranga.

O Darku też nie mogę zapominać, bo on ciągle jest obecny w moim życiu i sercu, utrzymuję z nim kontakt, a w wakacje zamierzamy spędzić ze sobą trochę więcej czasu…

Ale po kolei…Całkiem niedawno poznałam Zdzicha (niech mu będzie). Przypadkiem, jak to zwykle bywa. Nie pisałam o nim, bo i pisać mi się ostatnio nie chce i nie sądziłam, że coś się z tego może zrodzić. A było to tak…Kolega zaprosił mnie jakiś czas temu do knajpy, bo dawno się nie widzieliśmy i wpadł na pomysł, abym przyjechała z jego znajomym Zdzichem, którego ja nie znałam, a który gdzieś blisko mojego biura ponoć pracuje. Ucieszyłam się i z tego, że nie będę musiała jechać autobusem, i z tego, że spotkanie będzie w większym gronie, bo lubię poznawać nowych ludzi. A jakże..

Zdzicho podjechał czarną „limuzyną” pod moje biuro i od początku gęba mu się śmiała. Najpierw myślałam, że to dlatego, że mnie zobaczył, ale potem doszłam do wniosku, że on ma chyba już taką naturę. Pojechaliśmy gawędząc w najlepsze. A że korki spore to i rozmowa długa, wciągająca. Kurcze, bratnie dusze się spotkały, stwierdziliśmy ten fakt zgodnie dojeżdżając na miejsce. Wchodzimy do restauracji, a tam jeszcze jeden kolega mojego kolegi, a ja jedyna kobieta. Nie powiem, lubię męskie towarzystwo, a męskie towarzystwo chyba też lubi mnie. Panowie pogadali trochę o swoich interesach (no biznesach znaczy się), ja z kolegą o naszych sprawach i przyszedł czas rozstania. Zdzicho natychmiast zaproponował, że mnie odwiezie. Kolega mój „osobisty” oporów nie stawiał, ale zauważyłam pewne symptomy zazdrości. To u niego normalka, nie pierwszy raz zachowuje się jak „pies ogrodnika”… gdyby nie był żonaty to może nasza znajomość inaczej by się potoczyła. On to wie i ja to wiem.

Zdzichu nie tylko okazał się wolny, ale zdecydowanie „szyty na moją miarę”.

Natychmiast po tym spotkaniu w większym gronie umówiliśmy się na spotkanie tete a tete. Było fajnie i iskrząco, kolacja, wino i lulu do własnego łóżka, oddzielnie. Nietrudno się domyślić, że próby spędzenia upojnej nocy razem Zdzicho podejmował, a ja dzielnie i skutecznie się broniłam. Potem ja wyjeżdżałam, a jak wróciłam to on musiał wyjechać. Minęło sporo czasu. Dziś spotkaliśmy się na kawie. Krótko. Nie wiem, co z tego dalej wyniknie. Umówiliśmy się na piątek.

Jest jeszcze Jacek, który wrócił siłą bumeranga. Kiedyś o nim pisałam. Miałam go unikać i nie odpowiadać na próby kontaktu. No cóż, robiłam to rok, w końcu uznałam, że można się spotkać z czysto ludzkiej ciekawości, aby dowiedzieć się – co nowego? I spotkałam się, wyszło na to, że nadal nas do siebie ciągnie. I też się obroniłam. Cieszyć się z tego, czy nie?

I Jacek i Zdzicho mnie pociągają…  Ale…

Myślę głową, moje libido mi na to pozwala 😉

Od Zdzicha oczekiwałabym większego zaangażowania, zbudowania jakiejś relacji, więzi… a potem mogłabym zdecydować o charakterze tej znajomości. To jest naprawdę świetny facet, zależy mi na naszych koleżeńskich relacjach, którym mogłoby zaszkodzić „coś więcej” … a może niekoniecznie. Mam wątpliwości.

Co do Jacka to boję się, że po kilku spotkaniach znów się rozejdziemy, neverending storry.

Jest jeszcze Darek, znajomość na odległość z założenia skazana na porażkę.

No i mam ból głowy. Ach …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s