Euro tuż tuż…

Wróciłam ze strefy kibica i poczułam, że to już tuż, tuż…. Ochroniarze zajrzeli mi do torebki, ale nie kazali podnosić rąk do góry i nie obszukiwali mnie, a może nie byłoby to takie złe. Fantastyczna atmosfera. Towarzystwo wielojęzyczne. Zaczyna się wielkie święto kibiców, zaczyna się moje święto, bo ja kocham futbol.

Wszystko zaczęło się w 1974 r. od Mistrzostw Świata w piłce nożnej rozgrywanych w ówczesnym RFN. Miałam kilkanaście lat i bardzo przeżywałam awans Orłów Górskiego. Śledziłam z wypiekami na twarzy każdy mecz. Do tej pory pamiętam wyniki  meczów naszej kadry. Z Haitii (7:0), Argentyną (3:2), Włochami (2:1), Brazylią (1:0) i niestety dramatyczny mecz z Niemcami i wynik 0:1. Lał deszcz. Chmura się chyba oberwała. Mecz był opóźniony, trwały dyskusje sędziów czy w ogóle dopuścić do gry. W końcu zaczęli, ale ciężko się grało, piłka leciała w górze, a padając na boisko natychmiast traciła impet zatrzymując się w kałuży. Mecz był bardzo wyrównany. Jednak szczęście uśmiechnęło
się do naszych przeciwników i jednego gola nam wbili. Ryczałam jak bóbr. Mecz się skończył. Mama śmiała się ze mnie. Schowałam się w ogrodzie i płakałam dalej.

Nigdy już później nie przeżyłam tak bardzo jakiegokolwiek wydarzenia sportowego. I nigdy już potem nie podchodziłam do występów naszej reprezentacji tak emocjonalnie. I ja się zmieniałam, i reprezentacja się zmieniała, ale miłość do piłki mi została.

A może podczas tegorocznych Mistrzostw poczuję takie emocje, jak …. 38 lat temu? Bardzo bym chciała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s