Minimalizm mój osobisty

Trafiłam na hasło „minimalizm” i po nitce do kłębka, dotarłam na blogi minimalistów pogłębiając w ten sposób swoją wiedzę na ten temat. Jako osoba z założenia nieortodoksyjna uznałam, że coś z tej postawy (filozofii życia) uszczknę dla siebie. Tak samo było z wegetarianizmem. Jadam codziennie głównie warzywa i owoce, co nie znaczy, że od wielkiego dzwonu nie zjem …golonki. Taka właśnie ze mnie wegetarianka.

Apropo’s golonki, to nie jadłam jej dość długo. Samej zrobić by mi się nie chciało, ileż to trzeba gotować, aby rozpływała się w ustach. Trafiłam w firmowym bufecie na golonkę po bawarsku, wyglądała rewelacyjnie. Stojące przede mną i za mną towarzystwo też śliniło się na jej widok. Zdziwiło mnie zainteresowanie golonką kobiet, młodych szczupłych dziewczyn, każda wybierała to mięso, choć do wyboru były różne, w tym drobiowe. Wzięłam samo mięso bez dodatków, oprócz oczywiście musztardy. Nie wyobrażałam sobie dodatku frytek czy kapusty, bo gdzie ja bym to wszystko zmieściła. Porcja duża, zasiadłam do konsumpcji z wielką radością. Z każdym kęsem mój zachwyt malał, no cóż, albo mi się zmienił gust kulinarny i oczy jadły, a żołądek nie chciał, albo ta golonka nie była rewelacyjna. Nie wiem, niby dobra, ale jakaś taka mdława. Pomyślałam, że może była ze … starej świni. Kolega stwierdził, że po bawarsku to jest wyłącznie pieczona, wcześniej nie obgotowywana, dlatego była taka tłusta. Mniejsza o przyczyny, w każdym razie golonki mam dość na co najmniej rok.

Wracając do minimalizmu (ależ ja mam skłonność do dygresji 😉

Nie będę oczywiście wyjaśniała czym to się je, bo każdy może sobie sam wygooglać. Napiszę, w jakim kierunku mój minimalizm będzie zmierzał.

Najważniejsza i podstawowa kwestia to poczucie „przytłoczenia rzeczami”. Dodarło do mnie, że powoli zaczynam tonąć w rzeczach. Nie mam dużych powierzchni do zagospodarowania, więc każdy metr, każda szuflada, każdy kącik musi być dobrze wykorzystany. Czy to potrafię? Myślę, że kiepsko mi to szło, przynajmniej do tej pory.

Lubię prostotę, lubię porządek, ale kiedy rzeczy wciąż przybywa, to trudno czuć się komfortowo próbując je upychać gdzie się da, aby to wrażenie prostoty i uporządkowania osiągnąć. Pragnęłam uporządkowania, a tworzyłam wokół siebie chaos. Przyszło mi do głowy, że może bałagan i chaotyczne życie przekłada się na takie samo traktowanie swojej „powierzchni mieszkalnej”, swojej przestrzeni życiowej. Pomyślałam, że robiąc porządek w rzeczach, będę jednocześnie robić porządek w głowie. Dobrze wiem, jakie chwasty w tym moim ogródku „wewnętrznym” wyrosły, trzeba więc zakasać rękawy i posprzątać, powyrywać, podlać, zadbać o to, co wyrośnie.

Dobrze też wiem, że nic nie dzieje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, więc realizuję swoje zamiary powoli i z głową. Na razie uporządkowałam płyty CD i DVD. Następne będą książki. Zostawię tylko te ponadczasowe i takie, które darzę szczególnym sentymentem. Inne niech „pójdą do ludzi”. Książka żyje, kiedy jest czytana, a nie leżąc na półce regału. Dałam dziś koleżankom z pracy 6 książek, zastrzegając, aby po przeczytaniu przekazywały je dalej. A jeśli książka nie przypadnie im do gustu to natychmiast powinny ją przekazywać osobie, która być może będzie innego zdania. Mój gust nie musi wszystkim odpowiadać.

Kolejna kwestia, najważniejsza dla mnie, ale też najtrudniejsza to ciuchy. Ach… jestem zakupoholiczką. Taka jest moja autodiagnoza, a minimalizm to będzie moja autoterapia. Od pewnego czasu porządkuje szafę, ale wciąż mam wrażenie, że jest tych ciuchów za dużo. Część wywiozłam do rodziny, część wrzuciłam do pojemników PCK, ale jest jeszcze trochę do oddania. Wracając któregoś dnia do domu z myślą o pozbyciu się kolejnej partii rzeczy, które „kiedyś się przydadzą” zauważyłam ogłoszenie, że w najbliższym tygodniu nawiedzi mój blok grupa wolontariuszy zbierająca odzież dla domów dziecka, wyraźnie było napisane, że mogą to być rzeczy dla dorosłych. Wzięłam się ostro za przeglądanie szaf i szafek i wygospodarowałam kolejne 3 torby. Bez żalu. A może tylko żal za wydanymi bezsensownie pieniędzmi. Jeśli coś leży nie noszone dłużej niż rok, to znaczy tylko tyle, że nie był to zakup trafiony.

Takie pozbywanie się rzeczy nie przebiega bezrefleksyjnie. Teraz wypuszczając się na sklepowy rekonesans muszę mieć 100-procentowe przekonanie go czegoś, aby to kupić. Na razie nic na wyprzedażach nie kupiłam. Kiedy w szafie zagości ład, kiedy zobaczę, co tak naprawdę zostało, wtedy być może odkryję jakieś braki. Każda z nas ma swój styl ubierania się, taki w którym najlepiej się czuje. Bywa jednak, że podążając za modą, a może próbując dostosować się do obowiązujących trendów, zatracamy swój własny, indywidualny rys i upodabniamy się do otoczenia. Wielokrotnie zdarza mi się urządzać „pokaz mody” przed jakimś szczególnym lub mniej szczególnym wyjściem i wielokrotnie zdarza mi się stwierdzić, że konkretnemu ciuszkowi nie można niczego zarzucić, natomiast ja go nie czuję. Próbuję sama siebie przekonać, że przecież jest ok., ale nadal coś mi nie odpowiada, nie zawsze wiem, co. Na drodze do mojego „osobistego minimalizmu” zamierzam dotrzeć do tego wewnętrznego głosu i eliminować wszystko, co budzi jakieś wątpliwości. Ma zostać tylko to, co jest pewniakiem. Każdy jest inny, mamy być indywidualnościami i czuć się dobrze we własnej skórze, a to, co tę naszą skórę obleka ma być „idealne dla nas”, a więc szyte na naszą miarę 🙂

Pomyślałam, że czas znaleźć dobrego krawca, bo kilka ponadczasowych rzeczy wymaga drobnych poprawek krawieckich, niełatwo jest kupić idealnie dopasowaną rzecz, więc sporo jest u mnie takich niby dobrych, ale nie do końca. Coś z tym trzeba zrobić, bo niektóre ciuchy są warte zostawienia.

Zamierzam również rozstać się z kanapą. Sporo staruszka przeżyła przygód, i miłych i mniej miłych. Czas się pożegnać. Na razie nic w zamian nie wstawię, mam na czym spać, chcę mieć więcej miejsca i czas na zastanowienie, czy coś w zamian kupować, czy niekoniecznie.

Myślę, że wdrażanie mojego minimalizmu w życie potrwa kilka miesięcy, a może kilka lat. Ważne, że zaczęłam i czuję, że tego było mi trzeba.

Porządkowanie rzeczy, porządkowanie emocji, porządkowanie relacji z ludźmi.

Darek dzwoni od czasu do czasu, z innymi kolegami przestałam się spotykać. Próbuję poznać kogoś nowego, z różnym skutkiem. Otwieram się na nowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s