Casting zakończony

Mój ostatni pan randkowicz zapytał, czy już zakończyłam casting na tego właściwego mężczyznę. No cóż, zakończyłam.

Dawno mnie nie było. Zapomniałam, że piszę bloga, ale tłumaczyć się nie będę 😉

Co robiłam w ciągu tych 2-3 miesięcy? Z interesujących kwestii, które stanowią istotną część mojego pisania, a więc spraw damsko-męskich, muszę zrekapitulować  mój pobyt na pewnym portalu dla samotnych i poszukujących swoich drugich połówek w drugiej połówce życia. Może zacznę od końca: nikogo interesującego nie poznałam. Spotkałam się trzema panami. Nazwę ich na potrzeby tej notki jako: fircyk w zalotach, sfrustrowany i prawie wolny. Każdy z nich był sympatyczny, przed żadnym nie musiałam uciekać, ale żaden nie był tym, przy którym chciałabym się zatrzymać na dłużej.

Fircyk w zalotach

Fircyk w zalotach miał 10 lat więcej ode mnie, ale wyglądał młodo. Ubrany na sportowo. Przyjechał na randkę rowerem kilka kilometrów. Od razu rzucił się do … całowania. Od razu odrzucił mnie zapach niedawno skonsumowanego obiadu, ale do tej pory nie wiem, co jadł, wiem, że nie chciałabym tego spróbować. Rozumiem i lubię ludzi otwartych na nowych znajomych, ale całowanie się na dzień dobry z obcym jakby nie było facetem, nie jest moim zwyczajem. Ale jakoś ten pierwszy cmok przeżyłam. Potem było jednak wcale nie lepiej. „Fircyk w zalotach” zachowywał się adekwatnie do nadanego mu przeze mnie przydomka bardzo egzaltowanie. Próbował chwycić mnie za rękę w trakcie spaceru, do czego nie dopuściłam. Kiedy zaproponowałam, abyśmy usiedli na ławeczce, wyraźnie się ożywił myśląc zapewne, że nasze ciała zbliżą się do siebie. Nic z tego. Dość szybko wstałam z ławeczki, kiedy dostrzegłam w jak niedostrzegalny sposób „fircyk w zalotach” zbliża swoje udo do mojego.

A tak poza tym to całkiem inteligentny, oczytany, sympatyczny, wesoły osobnik. Wdowiec, córka dorosła. Dużo mówił, mało słuchał. Może chciał błysnąć wiedzą, zwłaszcza historyczną, którą niewątpliwie posiadał. No i angielski znał świetnie, czym  mi zaimponował, choć jak się było kilka lat w USA, to chyba nie jest takie trudne.

Reasumując randka z fircykiem w zalotach długa nie była. Zaskoczył mnie pytaniem : a czy ja Ci się podobam?

Nooo… z kalejdoskopu myśli w mojej głowie wyłoniło się w końcu stwierdzenie, że jako znajomy jest ok., że możemy kiedyś napić się kawy albo zjeść golonkę (ach ta moja delikatność).

Fircyk zrozumiał w czym rzecz i więcej się już nie odezwał.

Sfrustrowany

Drugiego pana nazwałam „sfrustrowany”. Spotkaliśmy się w centrum miasta zaraz po pracy, a wiec nieszczególnie wystrojeni i nieco zgonieni. Wyglądał inaczej niż na zdjęciu. Myślałam, że ma więcej siwych włosów, a okazał się ciemnym blondynem i wyglądał młodziej niż metryka wskazywała. Namiętnie palił papierosy, o czym wiedziałam z wymiany korespondencji, ale obserwując to z bliska po raz kolejny poczułam wszechogarniające szczęście z powodu swojego niepalenia. Rozmowa nam się nie kleiła. Kiedy już usiedliśmy w jakiejś kawiarni pan sfrustrowany zaczął snuć opowieści o kobietach. O tych z Internetu, które oszukują z wiekiem i wagą. Ale sporo też miejsca poświęcił eks małżonce, która odeszła i zabrała z domu wszystko, co było do zabrania. Ciesz się, że z mieszkania Cię nie wyrzuciła – stwierdziłam. Okazało się, że mieszkanie jest komunalne, miał je jeszcze przed ożenkiem, a więc zostało dla niego.

Sfrustrowany przyznał, że jest abstynentem, ale nie przyznał, że kiedyś ostro popijał. Tak podejrzewam, choć dowodów na to nie mam, jednak mój szósty zmysł taki wniosek mi nasunął. Dwoje dorosłych dzieci, córka i syn, oboje już na swoim. Eks ma nowego męża i też radzi sobie dobrze, tylko pan sfrustrowany nie może znaleźć tej jedynej. Wydaje mi się, że oboje wiedzieliśmy już w trakcie rozmowy, że ani ja dla niego, ani on dla mnie nie jest osobą docelową.

PO raz kolejny sprawdziło się, że pierwsze sekundy są decydujące. I fircyk w zalotach i sfrustrowany od pierwszego wejrzenia wydali mi się z innej bajki.

Prawie wolny

Trzeci i ostatni pan należał do kategorii „prawie wolnych”.

Miałam duże wątpliwości, czy w ogóle się z nim spotkać. Okazało się, że ta niewątpliwa wada zaczęła mi mniej przeszkadzać, bo pan okazał się niegłupi, ładnie piszący i wyraźnie moją osobą zainteresowany, jakaś nić porozumienia między nami powstała. Wymienialiśmy maile codziennie. Przekonywał mnie, że gdyby spotkał tę właściwą osobę, to natychmiast złożyłby papiery o rozwód. A ja przekonywałam jego, że powinien to zrobić dla siebie, zanim jeszcze kogoś spotka, skoro małżeństwo i tak faktycznie nie istnieje. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać telefonicznie czułam, że „prawie wolny” zaczyna się nakręcać. Ja z kolei nie lubię takiego stanu przed spotkaniem, starałam się więc zachować dystans, co oczywiście nie uszło jego uwagi. W końcu pomimo przeciwności losu zdecydowaliśmy się spotkać. Spóźnił się. Zadzwonił, przepraszał. Czekałam w cafe. Wszedł z różą czerwoną w dłoni. Ogołocił ją potem z kolców, przynajmniej kilku, abym nie miała problemów z jej trzymaniem. Założyłam okulary dopiero po kilkunastu minutach rozmowy. Czy to ten facet ze zdjęcia? – myślałam. Niby ten sam, ale jakby nie ten sam. Ani mi się podobał, ani nie podobał. Jego wygląd zewnętrzny można uznać za przyzwoity, ale kompletnie mnie nie … przyciągał. Nie przedłużałam spotkania, dowiedziałam się tego, co chciałam, że to nie jest TO i wystarczy. Zadał mi pytanie na koniec, czy przewiduję jeszcze spotkanie? czy może nadal przeprowadzam casting? I co na takie pytanie odpowiedzieć? Tak samo odpowiedziałam jak „fircykowi w zalotach”. Może. Może byśmy poszli kiedyś do kina?

Co on pomyślał? W dwa dni po spotkaniu napisał do mnie maila, w którym potwierdził swoje zainteresowanie moją osobą, a jednocześnie nieśmiało przyznał, że chyba on mnie nie przypadł go gustu. Jasnowidz jakiś? Odpisałam miło, może nazbyt miło, więc chyba kiedyś jeszcze się spotkamy. Nie sądzę jednak, aby z tej mąki był jakiś chleb.

I tak się kończy moja przygoda z pewnym portalem. Jakieś wnioski z tego pobytu płyną. Takie, jakie były już wcześniej mi znane. Nie byłam bierna. Pisałam do panów. Wydawało mi się, że piszę do odpowiedniego targetu wiekowego. Myślę jednak, że znaczna część tego targetu celuje jednak w panie młodsze. Czy mam się temu dziwić? Nie. Wielu panów wisi sobie na portalu za darmo. Ostatni randkowicz nawet się tym pochwalił. Wyjaśniłam mu, że mógł ze mną korespondować tylko dlatego, że to ja miałam opłacony abonament i jest mi winien połowę kwoty, haha

Cóż mi pozostaje? Pożartować i pogodzić się ze stanem na dziś. Jutro jest niepewne, wczoraj minęło, liczy się tylko dziś.

Sprawy damsko-męskie odkładam więc na bok. Do pogadania mam kolegów, do przytulenia przyjaciół, do kochania też ktoś się zawsze znajdzie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s