Jak się rozstawać?

Darek powiedział, że zadzwoni w poniedziałek wieczorem (czyli dziś), bo ma wolne. Po co ma dzwonić? Półtora miesiąca nie dawał znaku życia, a teraz będzie dzwonił co kilka dni? Może będzie mi opowiadał o „kobiecie poznanej przypadkiem”? A nawet jak nie będzie tego tematu poruszał to temat ten i tak sam wylezie z różnych innych, nie mówiąc już o tym, że będę go miała już zawsze z tyłu głowy.

Mogę nie odebrać telefonu. Może mnie nie być. A może od dziś już nie powinno mnie być, dla niego?

Zaczęłam się zastanawiać, jak dalej mam postępować, czy całkowicie zerwać tę znajomość? A jeśli zerwać, to radykalnym cięciem, czy tak powoli się „wygaszać”, poza tym czy wyjaśniać mu, dlaczego to robię czy nie?

Przypominam sobie w tym momencie pewną sytuację z własnego doświadczenia, kiedy to chciałam wycofać się z relacji damsko-męskiej, zachowując jednak kontakty przyjacielskie. Wydawało mi się to możliwe, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Mój ówczesny partner widział to jednak inaczej i wolał radykalne cięcie. Nie mogłam pojąć dlaczego.

To był spokojny, taki letni związek, w który weszłam dość szybko po rozwodzie. Miał na imię Mariusz, typ „kumpla”. Od początku nie było „motylków w brzuchu”, nie czułam szczególnych emocji i bardzo dobrze, bo miałam ich wcześniej aż za dużo. Spotykaliśmy się niezobowiązująco dwa lata. Dlaczego używam słowa „niezobowiązująco”? Po prostu ku niczemu nie zmierzaliśmy, niczego nie deklarowaliśmy, choć oboje byliśmy wolni, a każde miało swoje samodzielne lokum. Przyszedł jednak moment, kiedy taka formuła związku przestała mi odpowiadać, a nie chciałam przejść na etap wyższy, nie widziałam też u Mariusza szczególnej determinacji w tym kierunku. Spotykaliśmy się, ale żadne z nas nie chciało mówić o przyszłości „na poważnie”.

Postanowiłam więc to zakończyć, choć żal mi było Mariusza – kumpla to bez mrugnięcia okiem chciałam pożegnać Mariusza w innych rolach. Nic mu nie powiedziałam, a zaczęłam mieć mniej czasu na spotkania. Sądziłam, że w sposób delikatny dam mu do zrozumienia, że kolegować się mogę, ale nic więcej.

No cóż, bez rozmowy obyć się nie mogło. Mariusz nie chciał być tylko kumplem. Może bardziej mu zależało, może był jakiś inny powód? Nie wiem. Wiem, że nie ma przyjaźni wtedy, kiedy są jeszcze emocje, kiedy jednej ze stron zależy lub zależało bardziej. Może taka relacja byłaby możliwa dopiero za kilka lat, może gdybyśmy oboje kogoś nowego poznali?

Im więcej czasu od tego doświadczenia mija, tym bardziej Mariusza rozumiem i chyba sama też nie chciałabym tkwić w czymś, co pasuje tylko jednej ze stron. Jemu pasował wcześniejszy „układ”, a mnie pasować przestał, więc nie pozostawało nic innego, jak go zakończyć definitywnie.

Wracając do Darka to zamierzam „wygasić” tę znajomość. Nie sądzę zresztą, aby miał coś przeciwko. Jeśli jest gotów kolegować się ze mną mając jednocześnie stałą partnerkę, to kolejny dowód, że zawsze mnie jako koleżankę traktował.

Nie rozumiem jednak czemu, tak długo bał się zadzwonić z tą „rewelacją”. Może obawiał się mojej reakcji?

Nie chcę z nim rozmawiać, przynajmniej na razie.

Jeśli będzie oczekiwał wyjaśnień to mu ich udzielę. Jeśli przestanie się odzywać, będzie mi to na rękę. Ja z pewnością nie będę się zastanawiać – co u niego, czy wszystko ok. Tak naprawdę to przecież wcale go nie znałam, jedynie chciałam bliżej poznać.

Dlatego tytuł tej notki jest właściwie nieadekwatny do tego, co mnie z Darkiem łączyło. No bo jak można rozstawać się z kimś, z kim się tak naprawdę nigdy nie było?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s