Do tanga trzeba dwojga…

Zakończyłam kurs taneczny przed czasem…

Mój partner Adam musiał udać się w dość długą i odległą delegację, o czym wcześniej mnie uprzedzał. Dawał mi nawet do zrozumienia, że powinnam już wcześniej rozglądać się za jakimś zmiennikiem, a raczej zamiennikiem. Łatwe to nie było, bo jak swego czasu pisałam, znalezienie partnera, nawet do tańca graniczy z cudem.

Adam był ok. Odpowiadał mi i wzrostem, i usposobieniem, i nawet poziomem swoich tanecznych umiejętności. Poza tym był (jest?) sympatyczny i … mieszka blisko, a więc podwoził mnie po zajęciach pod dom, co też nie było bez znaczenia.

Traktowałam go wyłącznie jako partnera do tańca i on mnie również, aczkolwiek nie miałam nic przeciwko poza tanecznym relacjom. Wydawało mi się nawet, że moglibyśmy się zakolegować. Ale… do tanga trzeba…

Próbowałam zasugerować mu kiedyś wyjście do klubu na tańce, akurat w naszej okolicy. Uznał, że to jeszcze za wcześnie, aby pokazywać nasze skromne możliwości publiczności. Kiedy miał wyjechać sugerowałam, aby koniecznie po powrocie dał znak życia. Po powrocie z delegacji przysłał smsa. Po jakimś czasie zadzwoniłam, pytając czy ma plany taneczne? Jeszcze nie wiedział. Miał odezwać się w tej sprawie za miesiąc. Nie zadzwonił. Wysłałam maila. Zadzwonił. Stwierdził, że jeśli wróci na kurs to dopiero za pół roku. A tak w ogóle to nie ma sensu, żebym na niego czekała. Z dobrego serca oczywiście sugerował mi, abym wróciła na kurs poszukując nowego partnera. Poczułam się trochę tak, jakbym się narzucała i postanowiłam odpuścić. Nikogo nie można zmusić do tańca, do przyjaźni, do miłości…

Owszem, miałam w planach powrót na kurs i zapewne w jakimś sensie zafiksowałam się na Adamie, uznając, że najlepszy byłby powrót razem z nim, bo…. już się znamy, już się do siebie przyzwyczailiśmy, etc. Chyba nie do końca brałam pod uwagę to, czego on chce. Czasami sądzimy, że inni ludzie muszą (powinni) mieć podobny pogląd na jakąś kwestię, bo wydaje nam się oczywista. Problem w tym, że oczywista bywa dla nas. Dla Adama nowa partnerka na kursie to żaden problem, wróci, kiedy zechce i w każdym czasie. Szkoły tańca cierpią na brak mężczyzn, a nadpodaż kobiet. Dla mnie jest to już problem, aczkolwiek… czy tak być musi? Przecież czas mnie nie goni. Instruktorka tańca była przemiła. Nowy kurs można zacząć w dowolnym miesiącu. Wyślę do pani Dorotki maila, aby miała na uwadze moją gotowość do kontynuowania. Szanse zawsze jakieś są, chociaż przed wyjazdem Adama też sugerowałam instruktorce, że na czas jego wyjazdu chętnie wpadnę w jakieś inne mocne, męskie ramiona. Nie odezwała się, a to znaczy, że nikogo nie znalazła.

No cóż, muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcę kontynuować naukę tańca czy nie. To jest podstawowa kwestia, a drugorzędne pozostaje, z kim miałabym to robić. Drugorzędne, ale przecież nie bez znaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s