Spóźniona kochanka

Szalona kobieta – pomyślałam czytając notkę wydawnictwa, zanim jeszcze zdecydowałam się na zakup tej pozycji.

Próbuję sobie przypomnieć szaleństwa, jakie zdarzyło mi się popełnić i przyznam, że nie jest to jakiś imponujący katalog zdarzeń… zwłaszcza w kontekście spraw damsko-męskich to ja się zbytnio nie wyszalałam. Nie wiem nawet, czy niektóre moje zachowania z przeszłości zasługują na miano szaleństw (np. randka z młodszym o 10 lat mężczyzną)? Ale czy istnieje definicja szaleństwa? Dla jednej osoby coś może być szaleństwem, a dla drugiej jest normalnością, wręcz codziennością.

Przyszły mi takie refleksje do głowy w trakcie lektury książki „Spóźniona kochanka” (Jane Juska). Jestem dopiero na półmetku książki więc nie będę jej szczegółowo recenzować, mogę jedynie stwierdzić, że choć temat lekki i przyjemny to treść skłania do refleksji poważniejszego kalibru, a co jeszcze ważniejsze, nie obraża mojej inteligencji w porównaniu choćby z różnymi odsłonami „Greya”, której to pozycji nie zamierzam nawet tknąć.

„Spóźniona kochanka” to dość wiekowa pani, która zamieszcza w gazecie ogłoszenie: „Zanim w marcu skończę 67 lat, chciałabym nacieszyć się seksem z mężczyzną, który mi się spodoba”. Ku jej zaskoczeniu anons spotyka się z olbrzymim odzewem. Do tego stopnia, że musi wziąć urlop, by znaleźć czas na spotkania z piszącymi do niej mężczyznami. Książka jest zabawna i  szczera, pełno w niej obyczajowych obserwacji, choć reklamowana głównie jako książka o seksualnych perypetiach dojrzałej kobiety, z przesłaniem, że na ważne życiowe zmiany nigdy nie jest za późno.

No właśnie, czy na pewno nie jest „za późno”? Czy może jednak istnieje jakaś granica, kiedy seksualne harce stają się już … szaleństwem ( a może czymś nawet lekko niesmacznym)?

Kiedy natrafiłam na fragment pierwszej rozbieranej randki „spóźnionej kochanki” z 82-latkiem nie mogłam sobie tego jakoś wyobrazić, choć z opisu wnosząc wszystko odbyło się całkiem normalnie i … sprawnie. A może wolałam sobie tego nie wyobrażać.

No cóż, starzejemy się wszyscy. Ciało staje się pomarszczone i mało apetyczne. Bardzo trudno zaakceptować w sobie te zmiany, a co dopiero u drugiej osoby. Może mężczyźni nie przywiązują takiej wagi do wyglądu jak my-kobiety. Znałam wielu takich, którzy nie mieli żadnych kompleksów, choć mieliby ku temu podstawy. My jesteśmy wobec siebie bardziej krytyczne, nawet wtedy, gdy obiektywnie niesposób się do czegokolwiek przyczepić.

Wracając do szaleństw „spóźnionej kochanki”, to doszłam do wniosku, że podziwiam ją, bo pokazanie nagiego ciała (zwłaszcza nowemu partnerowi)  staje się z wiekiem coraz trudniejsze i wymaga nie lada odwagi, a może … odporności psychicznej, bo narażamy się na odrzucenie. Na jednej z pierwszych randek „spóźniona kochanka” słyszy „nie podniecasz mnie”, co bardzo ją dołuje i zniechęca na jakiś czas do dalszych poszukiwań. Nie poddaje się jednak i próbuje dalej, ja dotarłam – jak na razie – do etapu 72-letniego pisarza, z którym seks okazał się bardzo udany, gorzej z innymi aspektami jego osobowości.

Nie będę jednak zdradzać dalszych szczegółów, bo jak ktoś chce to sam przeczyta. Moim zdaniem warto po tę książkę sięgnąć. We mnie tchnęła optymizm, choćby dlatego, że do wieku bohaterki mam jeszcze sporo czasu, aby się wyszaleć 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s