Organek, czyli coś inspirującego…

Nieczęsto trafiam na coś inspirującego, na coś, co mnie poruszy, coś uświadomi. Ostatnio prawie w ogóle. A jeszcze żebym miała ochotę podzielić się na blogu refleksjami na ten temat, to już rzadkość. Może jest to jeden z powodów, że ostatnio nie piszę. A może nie piszę, bo nie mogę przyzwyczaić się do tego miejsca w sieci, i wciąż nie opanowałam możliwości, jakie wordpress posiada. W zasadzie ważne jest tylko to, że potrafię zamieścić notkę. I cieszę się z tego, że cała treść z bloxa została tu przeniesiona. A reszta ma drugorzędne znaczenie. Blog może sobie wisieć po … wieczne czasy. 😉

Z pisaniem bywa u mnie różnie. Był czas intensywny, ale się skończył. Kiedy obserwuję inne znajome blogerki, to też dostrzegam … syndrom wypalenia u tych “starszych”, a niektóre przenoszą się do innych stref interentowej dżungli. Jestem pełna podziwu wobec tych idących z duchem czasu oraz tych “młodszych”, którym i weny, i czasu na blogowanie wystarcza. Czasami zazdroszczę. Sama kiedyś też taka byłam, ale już nie jestem. Wszystko w życiu się zmienia, wszystko przemija, fascynacje, zainteresowania, pasje, znajomości, emocje… życie jest ciągłą zmianą.

Dlatego czekam na lepsze czasy, również dla swojej weny twórczej. Nie czekam bezczynnie. Postanowiłam zajrzeć na bloggera i tam zacząć coś pisać. Może coś innego niż tu, a może kiedyś tutaj działalność zakończę i przeskoczę tam na stałe. Cokolwiek się stanie i jakąkolwiek decyzję podejmę, zostanie ona światu wirtualnemu ogłoszona 😉

Na razie nie podaję adresu bloga, przynajmniej dopóki nie zacznę pisać intensywniej.

Nie wyrabiam się z pisaniem na jednym blogu, to założyłam drugi, czyż to nie paradoks.

Przechodzę do Organka, czyli mojej inspiracji.

Kilka dni temu miałam okazję przeczytać w Gazecie Wyborczej wywiad z Tomaszem Organkiem, muzykiem i … pisarzem. Oprócz kwestii muzycznych, na których znam się bardzo słabo, wręcz w ogóle, poruszył w tym wywiadzie sprawy trudne. Wiara w Boga, relacje z bliskimi, kondycja współczesnego świata. Wspomniał o nieżyjącej Mamie, o swoich skomplikowanych z nią relacjach I jej niełatwym odchodzeniu. W tym miejscu podzielił się refleksją natury ogólnej, z której wyciągnęłam wniosek, że zapamiętujemy bliskich nam ludzi właśnie takich, jakimi byli w tym niełatwym czasie odchodzenia. Sama łapię się na tym, że niektóre bliskie mi osoby widzę z okresu choroby, a nie z czasów kiedy byli sprawni i pełni życia. Po prostu te ostatnie lata odciskają mocne piętno na najbliższych osobach, które opiekowały się swoimi ojcami, matkami, babciami czy dziadkami, tym bardziej taki okres życia zapada w pamięć.

 Organek zapytany, czego się boi, odpowiada:  Boję się upokorzenia. Kiedy człowiek umiera w cierpieniu, schodzi z niego całe człowieczeństwo – to, kim był, i to, kim chciał być. Zostaje czysta, goła, śmierdząca fizyczność. I to jest straszne. Bo człowiek aspiruje do czegoś więcej przez całe życie i nagle to, kim się stał, nie ma znaczenia. W obrządku katolickim jest wezwanie: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas, Panie”, ale jeżeli ja mam wybierać nagłą i niespodziewaną śmierć albo umieranie roczne ze świadomością rozpadających się tkanek ciała, to wybieram pierwszy scenariusz.

Niesposób się z Organkiem nie zgodzić.Może dlatego, kiedy koleżance zmarła niedawno wiekowa Babcia, jak się okazało – we śnie, to pomyślałam, że to piękna śmierć.

W dzisiejszych czasach postępu medycyny nie tylko żyjemy dłużej, ale też cierpimy dłużej, że “odchodzenie” bywa pasmem bólu i dla konkretniej osoby i dla jej bliskich. Z pozoru truizm, bo przecież nikt nie jest w stanie przewidzieć, a tym bardziej samemu zdecydować, jak jego odchodzenie będzie się odbywać. Na etutanazję za naszych czasów, w naszym pięknym kraju, niesposób liczyć, choć chętnych z pewnością by nie brakowało. Łatwo jest na ten problem patrzeć z perspektywy człowieka zdrowego, optyka ulega radykalnej zmianie w czasie choroby. Bycie zwolennikiem “naturalnej śmierci” oznacza w wielu przypadkach  “nienaturalne” podtrzymywanie ledwo tlącego się życia, bywa że w mocno inwazyjny sposób, dostarczający wiele bólu.

Organek we wspomnianym wywiadzie mówił jeszcze wiele mądrych, w mojej opinii, rzeczy. Ciekawy i dobry człowiek. Nietuzinkowy. Pomyślałam, czy nie skusić się na jego świeżutką (pierwszą i jedyną) powieść: „Teoria opanowywania trwogi”. Dość dawno nie kupiłam książki “papierowej” zadowalając się e-bookami. Chyba czas najwyższy dotknąć normalnej książki. Muszę też posłuchać jego utworów muzycznych, choć na muzyce nie znam się jakoś szczególnie, ale z pewnością wiem, co mi się podoba.;-)

3 myśli na temat “Organek, czyli coś inspirującego…

  1. Znam ten temat z drugiej strony, z racji zawodowej. I już dawno temu poinformowałam moją rodzinę, że nie życzę sobie żadnej uporczywej terapii. W razie choroby nie rokującej wyzdrowienia albo powodującej nadmierne obciążenie najbliższych chciałabym odejść spokojnie i ze świadomością. Nie ma mowy o leżeniu latami jak roślina. Może to egoistyczne z mojej strony, nie wiem, ale agonia przez lata nie jest dobrym sposobem życia
    A jeśli chodzi o podwójne życie blogowe- da się, ja tak robię, póki nie polubię i nie wybiorę jednego. A może zostanę w tym dualizmie…

    Polubienie

    1. Aga, to bardzo trudny temat, wymagający świadomej decyzji, Dobrze więc, kiedy taka decyzja jest zakomunikowana rodzinie w miarę wcześnie, aby nie było wątpliwości wtedy, gdy głowa gorzej funkcjonuje. Co do blogowania to przyznam, że Twoja taktyka bardzo mi się podoba i pojdę tą samą drogą 🙂 Pozdrawiam. Jola,.

      Polubienie

Odpowiedz na stopociechblog Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s