Maryla Rodowicz, czyli coś na sen

W niedawno przeczytanym przez mnie wywiadzie, Maryla Rodowicz stwierdziła, że śpi 9-10 godzin, bo to najlepiej działa na jej … urodę. Myślę o tym jej spaniu od kilku dni, bo wydaje mi się, że wraz z wiekiem człowiek sypia coraz krócej, czego sama jestem najlepszym przykładem. Do tego łatwo się wybudza.

Jak naszej Maryli udaje się tak długo spać, nie wiem, ale chętnie poznałabym jej sposób na sen.

Sama miewam różne patenty na zasypianie.

Kiedyś zasypiałam przy włączonym telewizorze, co jest niezdrowe, bywa też nieskuteczne. Chyba bardziej nam się wydaje, że dzięki brzęczącemu pudełku szybciej zasypiamy, a może po prostu źle znosimy ciszę, która zwłaszcza przed snem potrafi … dzwonić w uszach, a głowa podsuwa jakieś nabrzmiałe tematy, aby się z nami podrażnić, co potrafi odsunąć sen na dalszy plan.

Grające lub gadające radio ma tę zaletę, że nic w ciemności nie miga, ale za to potrafi zainteresować i skutecznie wybudzić. Kiedyś trafiłam na tak interesującą audycję radiową, z nocnymi rozmowami ze słuchaczami, że zarwałam noc, poszłam z podkrążonymi oczami do pracy.

Od kilku lat preferuję przed snem audiobooki. Zaczęłam od lekcji angielskiego, bo miałam etap samouctwa, który dość szybko się skończył z racji braku okazji I możliwości weryfikacji swoich umiejętności. A jak już się taka zrodziła, bo daleka rodzina z USA przyleciała, to się okazało, że ja słówko znam, ale jak je wypowiem, to oni mnie nie rozumieją. Bywało więc, że musiałam napisać. I co mi przyszło z tego słuchania lektora I świetnej angielszczyzny, skoro efektów wymiernych nie było.

Potem przerzuciłam się na słuchanie powieści. Dużo zależy od lektora. Są głosy, które przed snem są dla mnie irytujace, a inne działają jak balsam. Z powieściami był jednak pewien problem. Wciągnięcie się w akcję powodowało odciągnięcie się od snu, nasłuchiwanie, podniesiony poziom adrenaliny. I jak w takim stanie zasnąć? Nie da się.

Ostatecznie stwierdziłam, że najlepiej działają na mnie (przed snem) powieści już znane. I na tyle fajne, że da się ich słuchać w nieskończoność. Zatem od roku słucham jednego głosu, jednego aktora, czytającego cztery powieści jednego pisarza.

Nie muszę w napięciu śledzić akcji, bo znam ją na pamięć. Głos Mariusza Bonaszewskiego działa na mnie kojąco i usypiająco. Treść powieści może nie jest sielska i anielska (kryminały), ale to mi w zupełności nie przeszkadza. Chodzi przecież o skutek, a nie metody do niego prowadzące.

Gdyby tak był konkurs na najbardziej dziwaczną fanaberie, to może dzięki tej mojej metodzie na sen, miałabym w nim szansę.;-)

4 myśli na temat “Maryla Rodowicz, czyli coś na sen

Odpowiedz na salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s