Teoria vs. praktyka

Zawsze lubiłam książki psychologiczne, traktujące o duchowości, o życiu wewnętrznym, będące próbą odpowiedzi na pytanie „jak żyć”, aby to życie było lepsze, bardziej satysfakcjonujące, mniej obarczone błędami. Natomiast jakoś nigdy moich kroków nie skierowałam w kierunku psychologa, terapeuty, oprócz kilku rozmów ze znajomym, który eksperymentował na mnie swoje metody perswazji 😉

Pamiętam, jak szeroko otworzyły mi się oczy, kiedy przeczytałam książkę „Kobiety, które kochają za bardzo”, słynny poradnik autorstwa Robin Norwood o toksycznych relacjach. Ta książka była o mnie, bo akurat zakończyłam taką relację i próbowałam swoje życie układać na nowo. Potrzebowałam do tego przewodnika, który podpowie mi, jakie błędy popełniłam i czego unikać w przyszłości. Mogłoby się wydawać, że teoria przełoży się na praktykę. Ale kiedy spojrzę na ten czas z perspektywy ponad 20 lat, widzę, że nic, albo niewiele się zmieniło. Zachowywałam się podobnie, reagowałam zgodnie z wyuczoną praktyką. Może ktoś powie, że sztuką jest samo wyzwolenie się z trudnej relacji, pokonanie bezsilności, bezradności, która ogarnia osoby tkwiące w toksycznych, szkodliwych związkach.

Tylko, że odejście jest jedynie pierwszym krokiem na drodze do zdrowienia, potem powinna nastąpić ciężka praca, praca nad sobą, swoimi odruchami, swoimi celami i marzeniami. Poszukiwanie siebie, swoje sensu życia. Nie wystarczy odejść, choć to też jest sukces.

Kobiety, które uwalniają się od jednej, niełatwej relacji, najczęściej lądują w innej, równie trudnej. Dlaczego tak się dzieje? Bo nie przepracowały wcześniejszego doświadczenia? Zapewne. Nikt nas tego nie nauczył. A może nie mamy odpowiedniego wsparcia, nie mamy autorytetu, kogoś, kto podpowie, co zrobić, aby nasze życie zmieniło się nie tylko zewnętrznie, ale też wewnętrznie. Psychologów też jest wielu, ale niewiele osób stać na takie otwarcie się wobec … obcego człowieka, nie wspominając już o tym, że jest to usługa nietania.

Książka o kobietach, które kochają za bardzo zrobiła na mnie wrażenie. Do tej pory ją pamiętam i polecam młodszym koleżankom, zwłaszcza tym, które tkwią w trudnych związkach. Ale dla mnie ta książka pozostała jedynie doświadczeniem czysto teoretycznym. Za teorią nie poszło DZIAŁANIE.

Zdarza się nam, że czytając czy słuchając jakichś treści, czujemy, że to jest o nas, że to jest nasza prawda, że w zasadzie to wiemy, co robić, aby było lepiej, inaczej, tak, jak trzeba. Ale na tym koniec.

To jest tak jakby plastrem zaklejać ropiejącą ranę, bez uprzedniego jej oczyszczenia. Nota bene miałam niedawno takie realne doświadczenie, że rana po wypadku rowerowym zasklepiła się jakimś nieładnym strupem, a lekarka nawet się jej nie przyjrzała, tylko kazała smarować maścią i zaklejać plastrem. Dopiero zmiana lekarza coś dała. Okazało się, że trzeba strup zerwać (bolało jak diabli), zdezynfekować i pozwolić, żeby ropa wyciekła i zaczęło się goić, tym razem „zdrowo”.

Chyba tak samo jest z naszymi nieprzepracowanymi traumami, życiowymi porażkami, nieudanymi związkami, toksycznymi relacjami. Rana nieoczyszczona, ale przykryta strupem, na to plaster i można żyć. Co z tego, że czasem zaboli, po co ją ruszać. Jak się ruszy to trzeba będzie pocierpieć, całe to zrywanie i oczyszczanie, to okropne. Lepiej nie widzieć.

Tak właśnie najczęściej żyjemy…. I większość nie odczuwa z tego powodu dyskomfortu, albo nie ma czasu, aby takowy poczuć. Bo życie składa się z tysiąca różnych życiowych problemów, mniejszych, większych, codziennych i nie ma nawet czasu zatrzymać się i zastanowić, czy ja jestem ze swojego życia zadowolona? A jeśli nie jestem, to jak sobie wyobrażam życie, które byłoby dla mnie lepsze, bardziej satysfakcjonujące. Co chciałabym robić?

Może do takich refleksji trzeba dojrzeć? A może trzeba poczuć taki poziom niezadowolenia z tego, co JEST, że już dalej nie można ignorować głosu w głowie proszącego ZAJMIJ SIĘ SOBĄ. Wsłuchaj się w siebie. Nigdy nie jest za późno, aby coś w swoim życiu zmienić.

Jedni całe życie wsłuchują się w siebie, są świetni w teorii, a kiedy przychodzi życiowy egzamin z dojrzałości emocjonalnej, znów odzywa się małe, bezbronne dziecko. Inni żyją dniem dzisiejszym, nie dzieląc włosa na czworo, może mniej refleksyjnie, może zdecydowanie zdrowiej, ale czy na pewno? Kryzys może dopaść każdego. I każdy inaczej się z niego wygrzebuje. Jeden różowymi tabletkami, inny terapią, jeszcze inny wyszukanymi w internecie teoriami, samorozwojem, etc.

Sama też nieustannie szukam swojej drogi. Nie wiem, czy kiedykolwiek znajdę. Może całe życie zejdzie mi na szukaniu i teoretyzowaniu. Ale to też ma sens. Może bardziej liczy się droga, niż sam CEL?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s