Bliscy choć dalecy

Niektóre osoby wzbudzają naszą sympatię od „pierwszego wejrzenia”. A inne wydają się od razu odpychające. Nawet nie musimy kogoś znać osobiście, aby go polubić. Można lubić osoby, których blogi odwiedzamy, choć bywa, że nawet nie wiemy, jak wyglądają. Pomimo to, czujemy bliskość, jakieś mentalne porozumienie, i wydaje nam się, że z każdą z tych osób w tzw. realu złapalibyśmy dobry kontakt.

Moja Babcia mawiała, że dobrze komuś z oczu patrzy, a ja dodam od siebie, że wcale nie trzeba spojrzeć w te oczy, aby czuć bliskość, bo najważniejsze jest przecież … niewidoczne dla oczu. Dotyczy to zwłaszcza osób znanych z mediów, które stają się nam bliskie poprzez twórczość, ale też swoje życiowe doświadczenia, którymi się z nami dzielą. Po prostu są nam bliscy, choć jednocześnie tak dalecy. Mam kilka takich „bliskich” mi osób znanych jedynie z ekranu, do których zaliczam między innymi Mariusza Szczygła. Uwielbiam jego ciekawość świata i ludzi, jego uważność i empatię. Podoba mi się świat widziany jego oczami.

Dobry, wartościowy, autentyczny… brak słów, aby go opisać tak, jak na to zasługuje. Jego życie osobiste, o którymi niewiele wiadomo, nie jest jakieś celebryckie, Żyje w pojedynkę, ale ma wielu przyjaciół. Jedną z jego przyjaciółek była aktorka Zofia Czerwińska, niestety niedawno odeszła. Kiedyś trafiłam na wzmiankę o tym, że jest mocno związany z rodzicami, a może był, bo nie wiem, czy jeszcze żyją. Zaskoczyła mnie informacja o depresji, z którą walczy od ponad 6 lat. Któż by w to uwierzył, taki witalny, radosny, energiczny człowiek? Jak to możliwe? A jednak… wydaje się nam, że ktoś, kto jest wesoły (jakby z natury), pełen życia i wigoru nie może być chory na depresję. Może nadal pokutuje w nas przekonanie, że depresja to tylko taki smutek… z którym można sobie poradzić bez wsparcia medycyny. Sama też jestem obarczona takim stereotypem i ciężko mi się od niego uwolnić. Wydaje mi się, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a depresja też, choć choroba, musi mieć swoje źródło, często nie do końca uświadomione. Psychoterapia jest po to, aby to źródło odnaleźć.

Ciekawie o depresji opowiadają dziennikarze, Andrzej Bober i Małgosia Serafin. Ale o tych osobach może innym razem kilka słów napiszę.

Wracając do Mariusza Szczygła, to wywiad, jakiego ostatnio udzielił portalowi noizz.pl zawiera wiele bardzo ciekawych i bliskich mi spostrzeżeń. Oprócz depresji mówi o religijności i Bogu oraz o polityce. Jego poglądy na wiele kwestii podzielam w 100 procentach, jakby były moimi. Pozwolę sobie dokonać skrótu tego wywiadu, z uwzględnieniem tych fragmentów, które są szczególnie ważne z mojego punktu widzenia.

Podobnie jak większość z nas wykorzystał okres pandemii na przeczytanie zaległych książek i obejrzenie filmów, na które nigdy nie miał czasu. Czuł się na tyle dobrze, że zaczął odstawiać tabletki antydepresyjne. Wszystko szło w dobrym kierunku do czasu… wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Przypadek? Psychiatra stwierdził, że jeśli depresja gdzieś się czaiła, to wystarczył nawet … wynik wyborów. Wrócił więc do tabletek, bo odnosił wrażenie rozmawiając z ludźmi, że tylko gra przyjemnego gościa i mówi jakieś wesołe rzeczy, a depresja podsuwa zupełnie nie jego myśli, np.: “O! Jakby fajnie było skoczyć teraz z balkonu”. Teraz jest lepiej, ale przydałaby się psychoterapia.

Ciężko przechodzi obecny czas w sferze polityki.

Uważa, że rządzący powielają wszystkie wzorce rodem z PRL: są niby antykomunistami, ale tylko zamienili sierp i młot na krzyż – mechanizmy stosują te same! Najbardziej boli go fakt, że następuje upadek inteligencji jako sposobu bycia, sposobu myślenia. Kiedy obecni notable otwierają usta, można czuć zażenowanie poziomem, który nam proponują. Przypomina to czasy Gomułki, który był cwanym prostakiem i to za jego kadencji, ukuto powiedzenie “dyktatura ciemniaków”.  A teraz historia zatacza koło, a nami rządzi dyktatura ciemniaków. Mieszka dwa kilometry od Pałacu Prezydenckiego, gdzie urzęduje człowiek, który nie jest partnerem dla inteligenta, a co dopiero dla intelektualisty.

Depresja nie ma nic wspólnego z religijnością. Każdy może zachorować, również ksiądz.

Ze swojego życia jest zadowolony, niemniej dostrzega, że jest w nim tzw. pustka po Bogu. Bardzo mi się to określenie podoba, bo dotyczy chyba wielu z nas, którzy zostaliśmy wychowani w wierze katolickiej, a potem zapomnieliśmy o Bogu, albo go nie odszukaliśmy na nowo. Bywa, ze zazdrościmy innym tej duchowości i tego silnego związku ze Stwórcą. Sama słucham czasami na you tubie księdza Adama Szustaka, korzystam z medytacji prowadzonych przez mistyków karmelitańskich i widzę jak liczna jest grupa ludzi, również młodych, którzy takich treści słuchają, modlą się i głęboko wierzą. Nie każdy to potrafi, a może nie każdemu dana jest łaska wiary.

M. Szczygieł kiedyś wierzył, modlił się o coś, by to coś nastąpiło, po czym to następowało. Później szedł do kościoła za to dziękować. Dziś ocenia, że to było takie prymitywne traktowanie Boga i dobrze się stało, że mu to przeszło, bo nie było w tym głębi. Nie przypomina sobie impulsu, który mógł spowodować, że nagle przestał wierzyć. Jak mówi, wiara wyciekła z niego jak z pękniętego naczynia. Pomyślał sobie: „Przecież to jest jakiś rodzaj teatru jednego aktora. I to bez widza”. Przypomina to monodram, tylko czy gdzieś jest widownia? Gdzie jest choć jeden widz?  Może bliżej mu do teisty, bo jest przekonany, że jest coś, co nas przerasta, ale prędzej ten mechanizm wyjaśni nam fizyka kwantowa niż Biblia.

Usiłuje żyć bez Boga sensownie, z zasadami, dobrą drogą próbuje dojść do śmierci. Nie ma tego kogoś, komu mógłby powierzyć swoje myśli, może powierzyć je tylko sobie. Nawet najbliższy przyjaciel nie jest powiernikiem absolutnym, którym dla wielu wierzących jest Bóg. Powiernikiem w jego przypadku jest on sam. Jest w tym też pewne niebezpieczeństwo. Bo można tak funkcjonować do momentu, kiedy nasz mózg nie zacznie szwankować. A on ma swoje ograniczenia, wynikające z chorób typu demencja. I co wtedy? Człowiek przestaje na starość być swoim powiernikiem i już sam na siebie nie może liczyć?

Wiara w Boga to także wiara w nadzieję, “na coś lepszego”, a  on nie przywiązuje do tego, tylko cierpliwie czeka na to, co będzie, na znaki od losu. I wtedy nie jest rozczarowany, kiedy wydarzy się coś złego. Bo na nic nie liczy, nie nastawia się na cokolwiek – ten dystans mu pomaga.

Nie ma też parcia na tworzenie relacji. Musiałby się zakochać, a to jest niezależne od nas – tak samo z wiarą w Boga. To pewna łaska, której możemy dostąpić, ale nie musimy; nie mamy na to żadnego wpływu, to jak życiowa loteria.

Nic dodać, nic ująć. Albo coś się zdarza albo nie, i nie ma znaczenia czy staramy się losowi pomóc, czy nie. On i tak zrobi swoje, nawet wbrew nam samym.

Los chętnego prowadzi, niechętnego wlecze siłą… 😊

5 myśli na temat “Bliscy choć dalecy

  1. Tak są tacy ludzie, co jednają serca. Ja lubię słuchać opowieści pana Makłowicza. Niby o jedzeniu, a rys historyczny jakże ciekawy, a polszczyzna miła dla ucha. Jeśli chodzi o depresję, to źródło jej chyba jest i to ważny punkt. U mnie głównym winowajcą była menopauza i nastroje podłe. Łatwo stanęłam na nogi, kiedy zaczęłam brać medykamenty. A jestem z tych radosnych skowronków. Ich też trafia.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bajeczko, mnie również podobają się opowieści pana Makłowicza, robi to z taką swadą i zaangażowaniem, że nawet taki laik kulinarny jak ja, słucha i ogląda go z przyjemnością. Na depresję z pewnością nakłada się kilka czynników, często niezależnych od nas, tak jak menopauza, a jak jeszcze dochodzi niedoczynność tarczycy, jak u mnie, to bywa, że wpada się w totalny dół. Sama staram się szybko wydobywać na powierzchnię, bo…. innego wyjścia nie ma 😉 Pozdrawiam i ściskam serdecznie 🙂 Jola.

      Polubienie

      1. Jesteś mądrym człowiekiem i wiesz, że nie można lekceważyć czy przeczekiwać objawów depresji. Wielu z nas męczy się z nią bez jakiejkolwiek pomocy. Chociaż w obecnych czasach trochę odczarowano to słowo i zaczęto się przyznawać do depresji. Jolu pozdrawiam serdecznie

        Polubione przez 1 osoba

  2. Tak, cenię sobie bardzo osobowość p. Szczygła. Wywiad z nim zostawiłam sobie na dziś.
    Co do depresji…Tak, jak choroba u każdego jest inna, tak różne są jej opisy. Więcej jednak dowiedziałam się o niej z opowieści ludzi, którzy się z nią zetknęli, niż z opracowań podpartych nauką. Może skoro dotyka uczuc- nie można jej ująć w konkretne ramy?
    Jedno jest pewne- niezależnie od tego, czy jest to lekki, czy ciężki stan- to okropna choroba.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Salmiaki 🙂 Cieszę się bardzo, że Ty również cenisz pana Szczygła, jego osobowość. I masz rację, że tu chodzi o osobowość. Mamy w mediach tak wiele różnych gwiazd i gwiazdeczek, ale … osobowość ma niewielu, a jeszcze taką, która akurat nam pasuje, to już na paluszkach jednej ręki można policzyć. Sama lubię ludzi pozytywnych, co nie znaczy, że ich nie dopada depresja, i masz rację, że u każdego zupełnie innaczej to przebiega. Tak jak każdy z nas jest inny, tak samo każda depresja jest …. wyjątkowa. Pozdrawiam serdecznie. Jola.

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s