Poza pracą też jest życie…

Znam osoby, dla których praca jest jak powietrze, jest niezbędnym elementem życia, a perspektywa odejścia na tzw. zasłużoną emeryturę, staje się koszmarem sennym. Obserwuję takie „przypadki” z bliska i nie wiem tak naprawdę, o co w tym chodzi? Co jest największym motorem takiego postępowania i trzymania się kurczowo stanowiska?
Zapewne w przypadku takich osób, praca daje adrenalinę i człowiek czuje, że żyje, a życie pozazawodowe praktycznie nie istnieje. Nie zawsze są to osoby samotne, a więc takie, które mogą odczuwać strach przed pustką, nudą, brakiem wyzwań. Może niektórzy potrzebują swoistego reżimu, obowiązków, zadań, bo przecież kilkadziesiąt lat żyli w swoistym kieracie i nie wyobrażają sobie poza nim życia?
Żartujemy w pracy, że jedna z naszych znacznie starszych koleżanek będzie przychodzić do firmy korzystając z ….balkonika. Tak kurczowo trzyma się stanowiska, że każdy koszt jest w stanie ponieść, aby móc dalej wykonywać swoją pracę. Mam na myśli koszt dużego stresu, a więc i zdrowia, ale też sprowadzenie życia do pracy zawodowej. Rozmawiałam z nią na ten temat i wiem, że z jednej strony odczuwa lęk, co ona będzie robić, kiedy nie będzie pracować (mieszka sama w dużym domu), a z drugiej wciąż narzeka, że nie ma czasu na … lekarza, rehabilitację, wyjazd, spotkanie z rodziną czy koleżankami. Aktywność zawodowa i towarzysząca jej adrenalina powodują, że brakuje czasu na refleksję, że może poza pracą też jest życie? Może ona nie chce tak żyć i tak pracować, ale nawet nie jest w stanie dostrzec inne możliwości, otworzyć się na coś nowego.
Od czego to zależy, że jedni odchodzą bez żalu i nie przeraża ich emerytura, a inni nie są w stanie tego zrobić? A może praca jest dla takich ludzi pasją? A bez pasji trudno żyć. Może to władza, stanowisko, pieniądze… poczucie bycia ważnym? Można komuś coś załatwić, ludzie zabiegają o względy. Szef raz pochwali, raz opieprzy, zdarzają się sukcesy i porażki. Coś się dzieje… czujesz, że żyjesz. Kiedy praca jest jak powietrze, odchodząc z niej – w jakimś sensie – przestajemy żyć…
Kiedy pracujemy po to, aby zarobić, rozwijać się, a nawet robić karierę, ale na nasze życie składa się jeszcze wiele innych elementów, rodzina, pasje, życie towarzyskie, to odejście z pracy oznacza jedynie, że ta druga część staje się dominująca, a nawet zajmuje już 100 proc. naszego życia. Zresztą nikt nie twierdzi, że nie można po odejściu na emeryturę „dorabiać”. Jeśli emerytura niska to można robić to dla pieniędzy, a jeśli w miarę znośna, to dla satysfakcji, dla … rozrywki, dla dobra innych, każdy powód jest dobry, nawet taki, że konieczność „wyjścia do ludzi” mobilizuje, aby bardziej o siebie zadbać.
Znam takich ludzi, którzy po przejściu na emeryturę rozsypują się, wpadają w depresje, a potem tkwią w marazmie. Znam też takich, którzy budzą się wtedy do życia, otwierają na świat i nowe doświadczenia, robią coś, czego w swoim „normalnym” życiu zawodowym w ogóle nie brali pod uwagę. Nigdy nie jest za późno, aby zapytać siebie, w czym jestem dobra… co moje życie zawodowe pokazało, jaki mam potencjał, który mogłabym wykorzystać … inaczej.
Tak, praca zawodowa na pełen etat, zasklepia w myśleniu… wydaje się człowiekowi, że decyzja o odejściu to droga jednokierunkowa, bo ta sama firma już raczej nie przyjmie emeryta na etat. Poza tym, kiedy spróbuje się wolności, to nie chce się wracać do obowiązków. Najlepiej aktywność zawodową wygaszać stopniowo, choćby przechodząc na połówkę etatu, a potem na zlecenie… Jednak nie wszystko od nas zależy, pracodawca też ma swoje interesy, ale negocjować można, a jeśli to nie przyniesie rezultatów, to można zmienić pracodawcę. Może warto poznać inną instytucję…
W stanie „zasłużony odpoczynek” jest taka pułapka, że niewielu emerytów naprawdę na tym etapie życia odpoczywa. Okazuje się, że wtedy przychodzą inne obowiązki, dla jednych wnuki, dla innych opieka na starymi i chorymi rodzicami czy współmałżonkami. Znam też kobietę, dla której emerytura oznaczać będzie konieczność nieustannego „bycia z mężem”, który jest zaborczy, marudny i z wiekiem stał się mniej znośny 😉
Jak widać każdy ma swoje problemy, jedni boją się samotności, a inni nadmiernej bliskości.
Jeśli ma się wybór, wszystko jest względne i nie ma sposobu, aby podjąć absolutnie trafną decyzję. Mam kolegę, który odszedł z ciekawej pracy. Potem wielokrotnie analizował swoją decyzję, bo nie musiała być ona akurat taka. Jednak gdyby przedłużył pracę zawodową, nie miałby swojej wiejskiej chaty, którą „własnymi rękami” zbudował. A żadne pieniądze, czy też „zastrzyki adrenaliny” nie zrekompensowałyby mu tego.
Jedno jest pewne, pożegnanie z pracą zawodową daje poczucie wolności. Już nic nie musimy, ale możemy, jeśli chcemy. I taki aspekt tego stanu jest dla mnie samej najbardziej pociągający 😊

4 myśli na temat “Poza pracą też jest życie…

  1. Też się nad tym zastanawiam. Odnoszę wrażenie że może takie osoby w ten sposób się dowartościowują? Dużo pracuję więc jestem niezastąpiony/a czy pracowity/a. Niestety takim osobom potem ciężko się przestawić na emeryturze czy gdy zaczynają chorować. Eh…Znam taki przypadek. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Coś w tym jest… zgadzam się, bo i mnie znane „przypadki” potwierdzają, że praca jest formą dowartościowania. Może na innych polach, tych pozazawodowych, nie mają szans na dowartościowanie, albo po prostu ich nie dostrzegają. Pozdrawiam. 🙂 J.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ja jestem przykładem osoby na emeryturze, pracującej na 3/4 etatu…najlepsza opcja, czuję, że jeszcze daję radę i działam, do tego mam wolne piątki. Ale odpuściłam „robienie kariery” i de facto robię tylko to, co lubię a kontakty z ludźmi też są ważne. Ale gdy odejdę już na dobre, również opracowałam sobie warianty życia w domu. grunt to mieć „drugą nogę”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Witaj Kaas282 🙂 Bardzo zdrowe podejście… popieram w pełnej rozciągłości. Domyślam się, że te 3/4 etatu to już u innego pracodawcy niż ten, który był ostatnim przed emeryturą. U mnie w firmie jest zasada, że jak emerytura to już nie etat, nawet kawałka… ale można pracować na umowie zlecenie, o ile pracodawca chce, a pracownik się godzi. Idealny model według mnie byłby taki, aby zacząć od 3/4 etatu a skończyć na 1/4. Masz rację, trzeba mieć opracowane różne warianty życia 😉 pozdrawiam serdecznie. Jola.

      Polubienie

Odpowiedz na kaas282 Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s