Ach ten wiek…

Do niedawna nie akceptowałam swojego wieku, jakoś tak wewnętrznie wciąż nie mogłam się pogodzić z faktem, że jestem aż taka …”stara”. Chyba nic w tym dziwnego. Komuż obcy jest strach przed przemijaniem. Od pewnego czasu nie mam już problemu z akceptacją swojej 50tki. Dlaczego? Nie wiem. Może to wpływ problemów zdrowotnych, jakie mnie dopadły na początku roku. Właśnie te problemy spowodowały, że zajęłam się swoim zdrowiem gruntownie. Zrobiłam i nadal sukcesywnie robię wszelkiej maści badania. Znalazłam w końcu dobrego internistę, bardzo dobrego ginekologa, a na dobrego endokrynologa mam nadzieję. Zapisałam się na wrzesień, bo pani doktor jest wyjątkowo oblegana. Moje dotychczasowe doświadczenia z endokrynologami nie są najlepsze, choć niedługie. Jedna pani starszej daty mało komunikatywna i dość powolna w dawkowaniu. Druga młodsza i sympatyczniejsza, polecana w necie przez pacjentki, okazała się tak szybka, że przedawkowałam lek i osiągnęłam wynik TSH 0,062 przy normie 0,470-4,640. Natychmiast po odebraniu wyniku zmniejszyłam dawkę euthyroxu, do 75, a brałam 100. A do pani doktor „sympatyczniejszej” poszłam i zapłaciłam 90 zł za to, że zaordynowała mi to, co sama już kilka dni wcześniej zrobiłam, a więc zmniejszenie dawki. Nie zamierzam już do tej pani chodzić. Postanowiłam wybrać trzecią i przy niej zostać, daj Boże, aby okazała się dobra.

Wracając do wieku i zmiany mojego nastawienia to chyba szok spowodowany odkryciem, że mogę być poważnie chora (okazało się, że jestem chora ale niekoniecznie aż tak poważnie jak myślałam), że będę musiała do końca życia brać leki spowodował, że .. dojrzałam. Dotychczas unikałam lekarzy, uciekałam od myślenia o problemach zdrowotnych, albo bagatelizowałam dolegliwości, ale strach w środku siedział i czasami człowieka dopadał. Według zasady „zrób to, czego boisz się, a lęk zniknie” ja przestałam się bać i przestałam uciekać, kiedy wzięłam się za gruntowne przebadanie organizmu. Mam wrażenie, że jest mi z tym zdecydowanie lepiej, kiedy wiem, co mi dolega, kiedy mogę coś zrobić, aby poprawić swój komfort życia.

No cóż, taki mały organ jak tarczyca, o której istnieniu niewiele wiedziałam, spowodował na początku szok i traumę, a potem powolutku akceptację choroby. Od kilku miesięcy leczę się na niedoczynność tarczycy (choroba Hashimoto) i choć wiem, że do końca życia ta choroba będzie mi towarzyszyć, to nie załamuję rąk. Wprost przeciwnie. Dużo na ten temat czytam, sporo już wiem, kierując się intuicją próbuję sobie pomóc. O mojej niedoczynności pewnie jeszcze nie raz wspomnę na tym blogu, dziś miało być o wieku 😉

Pamiętam, że kiedy kończyłam 40 lat czułam się znakomicie. Dużo energii, ambicje, optymizm… bogate życie towarzyskie. Trwało to kilka lat, do czasu kiedy nie zaczęłam odczuwać pierwszych symptomów klimakterium. To dla każdej kobiety przeżycie, kiedy nie musi już kupować podpasek 😉 Taki dzień nadszedł i dla mnie, a potem było tylko gorzej. Najbardziej dokuczliwe od strony fizycznej były tzw. uderzenia gorąca, a od strony psychicznej oczywiście dołki i doliny. Kiedy zbliżała się 50tka byłam w kiepskiej formie, ale myślałam, że to właśnie menopauza, że już tak będzie do końca. Rodzina marudziła mi, aby wykonać badania i w końcu po kilku miesiącach, dla świętego spokoju poszłam na badanie krwi… Po odebraniu wyników przeżyłam szok, cholesterol 500 !!! Rekord świata. Myślałam, że przy takim wyniku już się nie żyje. Wizytę u lekarza miałam za kilka dni, więc próbowałam zasięgnąć języka wszędzie, gdzie się dało. Jedni radzili zrobić powtórnie lipidogram, poszperałam w necie, i też nie mogłam na taki rekordowy wynik trafić. Najgorsza jest niepewność. Miotałam się w tej niepewności kilka dni. Dlaczego nikt mi wtedy nie powiedział, że taki cholesterol jest książkowym dowodem niedoczynności tarczycy? Dlaczego ja tego nie wiedziałam? Ile mogłam sobie oszczędzić stresów! Czytając różne fora internetowe, również te poświęcone chorobom tarczycy widzę jakie jest ogromne zapotrzebowanie na wiedzę z tej dziedziny, właściwie na upowszechnianie tej wiedzy. Mogę mieć do siebie samej pretensję, że byłam niedostatecznie wyedukowana w tematach zdrowotnych. No cóż, nie musiałam, nie należę do hipochondryków.  Myślałam jednak, że net w takich przypadkach jest bardziej pomocny, okazuje się jednak, że wtedy, kiedy człowiek naprawdę potrzebuje jakiejś wiedzy, nie jest łatwo ją znaleźć. I tak właśnie było z moim rekordowym cholesterolem 500!!!.

A co było dalej? Może innym razem.

Kurcze, a miało być dziś o wieku 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s