Bzykanko

Oglądałam niedawno leciutką komedię amerykańską pt. „Druhny”. Było o przyjaźni kobiecej, o miłości również. Szczególną uwagę zwróciłam na jeden aspekt tej historyjki. Film zaczyna się zabawną sceną łóżkową, przy której uśmiałam się do łez, choć pod koniec tej sceny już do śmiechu mi nie było. Bohaterka-singielka spędzała urocze chwile w łóżku ze swoim… „facetem do/od bzykanka”, to chyba najbardziej adekwatne określenie. Facet bardzo przystojny i – jak się można domyślić – dobry w łóżku, problem w tym, że po przećwiczeniu kilku pozycji poprosił, aby poszła sobie do domu, bo on ma ciężki dzień jutro w pracy i tak w ogóle to chce mu się spać i jest zmęczony. Bohaterka-singielka stwierdziła, że to żaden problem i już się ulatnia. Kiedy dotarła do wyjściowej bramy okazało się, że jest ona zamknięta i musiała się biedaczka na nią wspiąć jak … złodziejka. Zabawne? Dla mnie to był raczej smutny obrazek. Utkwiła mi też w pamięci późniejsza rozmowa z koleżanką owej singielki. Koleżanka pyta, a właściwie stwierdza – Ty to musisz chyba strasznie samej siebie nienawidzić po każdym wieczorze z tym „facetem od bzykanka”. On traktuje Cię jak popychadło.

Ależ skąd – zaprzecza singielka. To czysta zabawa. On jest taki uroczy. No i w porównaniu z innymi facetami jest przynajmniej szczery, bo niczego nie obiecuje. Poza tym traktuję go tak samo, jak on mnie. Oboje takich spotkań potrzebujemy i właściwie czemu mielibyśmy z nich rezygnować.

No właśnie…

Skoro dwie dorosłe osoby spotykają się w celach wyłącznie erotycznych i podchodzą do tej relacji w ten sam sposób to w zasadzie nie ma powodu, aby się czepiać.

Problem jest wówczas, kiedy któraś ze stron sama siebie oszukuje twierdząc, że jej to pasuje. I tak właśnie było w przypadku bohaterki wspomnianego filmu. Musiało jednak minąć trochę czasu, aby zrozumiała, że chodząc do łóżka z „facetem od bzykanka” powoli traci do samej siebie szacunek. Zamiast zrobić miejsce w swoim życiu na normalnego faceta i normalny związek zadowala się tą namiastką czegoś, co trudno zdefiniować, bo samo bzykanko to chyba za mało. Przykład z tego filmu jest dość oczywisty, ale w życiu tego typu sytuacje bywają bardziej skomplikowane.

W dzisiejszych czasach związki oparte na bzykanku są bardzo popularne. Problem w tym, że niewiele osób jest w stanie przyznać się do takiego charakteru owych znajomości. Kobiety używają określeń kolega, przyjaciel, rzadziej kochanek.

Argumentów przemawiających za utrzymywaniem takich „związków” jest wiele. Kiedy kobieta jest od wielu lat sama i samotna, a jakiś docelowy, normalny mężczyzna nie pojawia się dość długo, to przecież nie będzie żyła cały czas w celibacie i ja to świetnie rozumiem. Choć przypadki celibatu też się zdarzają… mam znajomą, która od lat co najmniej sześciu nic a nic w tej dziedzinie, bo ten, którego ona chciała nie chciał jej, a inni chętni panowie po prostu jej nie pasują, jest po prostu wybredna.

Z drugiej strony znam przypadek kobiety zamężnej, która ma „kolegę od bzykanka” też żonatego i bardzo sobie taką sytuację chwali, a ja jej wierzę.

Nie wierzę jednak w zadowolenie kobiety, która będąc singielką sypia z żonatym panem i robią to w … pracy. Tak się bowiem składa, że razem pracują, a firma wynajmuje mieszkanie, w którym najczęściej bywają sami. Szef rezyduje w innym miejscu, wpada od czasu do czasu i wcześniej się zapowiada. Pan żonaty narzeka na żonę, groszem nie śmierdzi, więc panią kochankę nawet na kolację nie zaprosi, o rezerwacji hotelu na to bzykanko nie wspomnę. Kobieta godzi się na wszystko, na seks na fotelu, czy na podłodze w biurze w imię czego? Miłości? Nie wierzę. Może po prostu ma ochotę na takie zwykłe bzykanko? Może. Ale nawet to bzykanko można uskuteczniać i z kimś odpowiedniejszym, i w innych miejscach i okolicznościach. Jednak pani odpowiada uprawianie seksu z tym panem, a nie innym, choć szans na zmianę sytuacji nie ma żadnych, bo pan ani rozwieść się nie zamierza, ani tym bardziej nie zamierza zmienić swojego stosunku do pani i zapraszać ją na kolacje, obdarowywać prezentami, a może jeszcze zaproponować jakiś wspólny wyjazd, o tym żeby planować wspólną przyszłość nie wspomnę. Ten pan nie ma tej pani nic do zaoferowania oprócz tego bzykanka, a pani to bierze i cieszy się jak dziecko, bo myśli, że on coś do niej czuje. Jedynie od czasu do czasu buntuje się i wypłakuje w rękawy koleżanek powtarzając jak refren „Jak on mnie traktuje?”.

No cóż, traktuje ją tak jak sama pozwala się traktować. Masz to na co godzisz się. Dziewczyna rozumie, że jest źle traktowana, ale nic z tym nie potrafi zrobić. Bo ona do niego „coś” czuje, bo on jest taki dobry w łóżku, bo … żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią etc.

Wiele znam podobnych historii, kiedy to kobieta pozwala się traktować jak przysłowiowe „popychadło”, ale żeby nie czuć tego, aby bronić się przed takim myśleniem o sobie buduje ideologię opierającą się na tekstach: On jest taki fajny, przystojny, zabawny i w zasadzie obojgu nam chodzi o bzykanko…

Nie twierdzę, że nie ma kobiet, którym rzeczywiście tylko o bzykanko chodzi. Są to kobiety z rozbudowanym pierwiastkiem męskim, jak sama je określam, a więc są tak samo nieskomplikowane jak panowie (to nie zarzut) i potrafią po akcie bzykanka odwrócić się i pójść w swoją stronę. Może nawet imienia partnera łóżkowego nie pamiętają. Nie twierdzę, że takie kobiety są lepsze czy gorsze, twierdzę, że są inne niż większość. Być może mają wysokie libido i po prostu lubią ten sport. No właśnie słowo „sport” jest tu chyba najbardziej adekwatne.

Przeważający odsetek kobiet ma jednak problem z oddzieleniem seksu od uczuć. Większość kobiet wymaga czegoś więcej niż szybkiego (a nawet dłuższego) numerka. Czego? Może szacunku? A może to śmieszne wymaganie, aby kobieta i mężczyzna chętni na bzykanko obdarzali się szacunkiem? Bo czy bzykanko, czyli traktowanie kogoś instrumentalnie, przedmiotowo nie wyklucza owego szacunku. Szacunek ściśle wiąże się – moim zdaniem – z człowieczeństwem, a bzykanko raczej … odczłowiecza. Za bardzo to komplikuje? Może. Czy warto snuć tego typu dywagacje? Przecież życie jest proste. Jeśli dwoje ludzi chce ze sobą iść do łóżka to robią to, a wszystko inne jest drugorzędne. No cóż, wszystko inne w człowieku zostaje, a bzykanko w tym wszystkim trwa najkrócej.

Każdy jest inny, każda relacja jest inna i nie ma sensu uogólniać.
Wiem tylko, że nam kobietom niełatwo przychodzi traktowanie znajomości jako wyłącznie „bzykanka”.

Mnie samej wydawało się kiedyś, że potrafię ograniczyć się do myślenia o kimś wyłącznie w kategoriach chwil przyjemności, jakie możemy sobie sprawić. Podejmowałam próby, ale nigdy mi się nie udało zachować całkowitej obojętności. Można się nie angażować, kiedy traktujemy kogoś jak jednorazową przygodę. Ale jak można coś takiego założyć z góry, skoro życie jest nieprzewidywalne.

Zawsze uważałam, że na intymność można sobie pozwolić z kimś naprawdę „tego wartym”, cokolwiek pod tym określeniem rozumiemy. Może każdy coś innego. Najważniejsze, aby post factum móc sobie spojrzeć w lustro i odpowiedzieć na pytania – czy jestem szczęśliwa? czy nie żałuję, że to zrobiłam? czy jest mi z tym dobrze? Jeśli szczere odpowiedzi brzmią TAK, to wszystko inne traci wówczas na znaczeniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s