Randkowy epizod

Było to jakieś 5 lat temu. Moja młodsza koleżanka, która od wielu lat funkcjonuje na różnych portalach randkowych poszukując mężczyzny swojego życia, zasugerowała mi założenie stosownego konta na Randkach portalu gazeta.pl

Skończył się wtedy mój „letni” związek z Jarkiem i zaczęłam odczuwać brak męskiego ramienia. Zawsze miałam dość sceptyczny stosunek do Internetu jako sposobu zawierania znajomości, jednak wtedy uznałam, że spróbować nie zaszkodzi, przynajmniej przekonam się, jak to wygląda „w praniu”. Dla jasności – ten mój sceptyczny stosunek dotyczy wyłącznie mojego szukania, nie uogólniam tego na innych. Znam mnóstwo pozytywnych przykładów znajomości w tej sposób zawartych. Poza tym mając sceptyczny do czegoś stosunek nie ma zakazu zrobienia tego. Ot można to zrobić zachowując sceptyczny stosunek. Nie zarzekam się więc, że nigdy nie założę jakiegoś profilu na jakimś portalu 😉

Ale wracajmy do wydarzeń sprzed 5 lat.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Nie wiem, czy Randki zmieniły się jakoś znacznie od tamtego czasu, pamiętam, że założenie profilu trwało kilka minut. Zdjęcia nie zamieściłam. Dostałam kilka maili od panów w wieku kompatybilnym. Jeden z nich był od jakiegoś Janusza. Pisał ciekawie. Odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z normalnym, poważnym, wiedzącym czego chce mężczyzną. Po kilku wymienionych wiadomościach i informacjach nadszedł czas na wymianę zdjęć. Całe szczęście, że nie zrobiłam tego pierwsza. Dlaczego? Bo okazało się, że ja owego Janusza po prostu znam!

Świat jest mały. Jak zobaczyłam fotkę to mnie zamurowało. Nie powiem, abyśmy z Januszem mieli jakiś stały kontakt. Znaliśmy się, ale rozmawialiśmy ze sobą może raz czy dwa. Nasze spotkania odbywały się na gruncie zawodowym z częstotliwością kilka razy w roku. Jednak czas trwania tej „znajomości” był dość długi, około 10 lat. Trudno się zatem dziwić, że ujrzenie zdjęcia okazało się dla mnie szokiem.

Nie za bardzo wiedziałam, jak się zachować.

Czy odkryć karty czy nie? Może gdyby Janusz był mężczyzną, który mi się jakoś szczególnie podobał, zaryzykowałabym konfrontację. Ale skąd ja miałam wiedzieć, czy on byłby mną zainteresowany? Gdybyśmy „mieli się ku sobie” to może na gruncie tych spotkań towarzysko – służbowych nawiązalibyśmy wcześniej bliższą znajomość?

Skąd jednak on, czy ja mieliśmy wiedzieć, że oboje należymy do kategorii „poszukujących”??? Przecież tego nikt nie ma wypisane na twarzy. Ja nic nie wiedziałam o jego życiu prywatnym, sądziłam, że jest żonaty jak większość spotykanych na gruncie służbowym mężczyzn.

Wybrałam najłatwiejsze wyjście z sytuacji. Po prostu zamilkłam. Głupio? Niekulturalnie? Wiem. Cóż miałam mu napisać? Prawdę? Przyznać się kim jestem? A może bez ujawniania swoich danych poinformować, że znamy się? A on by się potem głowił która to z jego znajomych dopadła go na Randkach.

Wiedziałam, że za kilka tygodni będzie spotkanie, na którym on będzie. Postanowiłam bliżej mu się wtedy przyjrzeć. No i przyjrzałam się. To nie jest typ mężczyzny, który rzuca się w oczy i przyciąga wzrok kobiet, ale nic mu też zarzucić nie można. Wysoki blondyn, szczupły, schludny. Gdybym miała okazję poznać go bliżej to nie jest wykluczone, że nasza znajomość nabrałaby rumieńców. Problem w tym, że ja nie chciałam, aby on wiedział, że ta Ilona z Randek to jest ta sama Ilona, z którą ma do czynienia jako reprezentantką firmy X.

Wyobraźmy sobie, że wyznałabym prawdę i co dalej? Jak on by się wtedy poczuł? Z pewnością byłby zaskoczony. Czy pozytywnie czy negatywnie? Problem w tym, że nasze kontakty nie mogłyby zostać całkowicie zerwane. Wiedziałam, że nadal będziemy się widywać. Czy zatem przyznanie się do tego, że znamy się Randek nie zaszkodziłoby tym kontaktom? Nie mam pojęcia, ale obawiam się, że relacje służbowe by nieco utrudniło.

Jaki wniosek z tej historii płynie?

Wirtualne szukanie ma niezaprzeczalny walor: spotykają się dwie POSZUKUJĄCE osoby i obie to wiedzą od początku. Realne szukanie jest szukaniem nieco po omacku. Nie wiemy bowiem kim jest nasz nowy znajomy, jaki jest jego status cywilny? No tak, ale jeśli ludzie mają się ku sobie, to sprawa drugorzędna. Może tak, może nie. Na moim i Janusza przykładzie widać, że gdybym posiadała wiedzę o Januszu jako rozwiedzionym i poszukującym partnerki być może próbowałabym jakoś go wysondować, może zbliżyć się trochę i ocenić, czy on jest moją osobą zainteresowany. A jeśli bym coś takiego zrobiła, to on – nie mając pojęcia o moich intencjach i moim statusie cywilnym – być może nie odwzajemniłby zainteresowania, a wówczas ja poddałabym się. Takich dywagacji można sobie snuć tysiące. Bez sensu.

Faktem jest, że spotykamy w naszym realnym życiu mnóstwo potencjalnych partnerów, których mijamy obojętnie, a oni mijają nas. Nic o nich nie wiemy i nie mamy możliwości dowiedzieć się. Tylko jakiś przypadek (zgubiona chusteczka?) mógłby skłonić nas do wymiany uśmiechów, słów, a potem może numerów telefonów. Samotność w tłumie. Wszyscy gonią gdzieś, z klapkami na oczach, nie widząc często nic poza czubkiem własnego nosa. Otwieramy się dopiero w necie, gdzie potrafimy przyznać, że jesteśmy sami i szukamy kogoś. Janusz wydał mi się z naszych maili naprawdę fajnym facetem. Kiedy zobaczyłam zdjęcie oprócz zaskoczenia poczułam też smutek, rozczarowanie. Wolałabym paradoksalnie, aby nie był znajomym z reala, tylko kimś całkowicie obcym.

A co sobie Janusz pomyślał o kobiecie, która po otrzymaniu jego zdjęcia zamilkła, zniknęła? Wolę nie wiedzieć 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s