Jajeczka, baranki, kurczaczki…

…czyli dawnych Świąt Wielkanocnych czar.

Dawno, dawno temu, na pewnej znanej mi wsi był taki zwyczaj, że chodziło się od domu do domu i śpiewało „Wesoły nam dzień dziś nastał …. Alleluja, Alleluja”.

Działo się to w Wielką Niedzielę, najczęściej w okolicach północy, kiedy już wszyscy byli najedzeni, napici, a nastrój świątecznej radości chciało się jeszcze z kimś, poza rodziną, dzielić. Jako pierwsi ruszali albo Sałacińscy, bo mieli najliczniejszą i najbardziej umuzykalnioną rodzinę, albo Grabowscy z harmonią, albo Gizińscy, którym procenty najszybciej uderzały do głowy. Bez względu na to, kto zaczął, trzeba było całą wieś obejść i wszystkim pod oknami zaśpiewać. Obowiązkiem gospodarza było zaprosić „śpiewaków”, poczęstować czymś… wzmacniającym głos, i przyłączyć się do grupy. U kresu takiego szlaku już prawie cała wieś śpiewała. A zdarzało się, że dwie grupy spotykały się gdzieś pośrodku i łączyły siły wokalne. Pełna integracja, z małymi wyjątkami. Nie wszyscy mieszkańcy wsi wykazywali entuzjazm, kiedy leżąc już w łóżkach, musieli wysłuchać pieśni i stosownie do okoliczności się zachować. Pamiętam, że kiedyś moja rodzina dość wcześnie zakończyła biesiadowanie, obudził nas śpiew, natychmiast zerwaliśmy się z łóżek, ubraliśmy, zaprosiliśmy gości do domu, a potem już razem z nimi ruszyliśmy dalej. Moja Mama zapomniała w tym całym zamieszaniu założyć buty i pomaszerowała w kapciach, żeby było weselej jeden gdzieś ….zgubiła. Cała wieś go poszukiwała. Do tej pory wspominamy z nostalgią tę historię.

Dziś, na znanej mi wsi, nikt już nie śpiewa. Sałacińscy schorowani, dzieci i wnuki wpadają samochodem na śniadanie Wielkanocne, dzielą się święconym jajkiem i jadą do miasta. Grabowska nie żyje, jej syn, ten od harmonii, też odszedł na wieczny spoczynek, zginął w wypadku, został drugi syn, samotny. Gizińscy przeprowadzili się do miasta. Co drugi dom już „nie żyje”, niektóre zostały sprzedane i stały się domkami letniskowymi dla miastowych.

Znanej mi wsi już nie ma 😦

Dziś moja rodzina mieszka w mieście. W bloku. Tam każda rodzina biesiaduje w swoim gronie. Nawet jakby chciało się sąsiadowi zaśpiewać, to gdzie? Pod drzwiami? Może tylko tym z parteru (o ile niski) byłoby łatwiej stwierdzić, że stanowią „grupę docelową”. I jakby to się skończyło? Najpewniej wezwaniem policji i mandatem za zakłócanie ciszy nocnej 😉

Wesołych Świąt!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s